Zbiór przepisów prawnych i zasad postępowania:

Wiadomości i artykuły rss

2011-02-10 , ebos/policja997
Przed sądem stanęli zabójcy warszawskiego policjanta Andrzeja Struja. Osiemnastoletni Mateusz N. i Piotr R. nie wyglądają na skruszonych tym, co zrobili rok temu. Zakończenie przewodu sądowego zapowiedziano na 11 lutego, dzień po rocznicy morderstwa.

Mateusz N. (z lewej) i Piotr R. są już pełnoletni. Za zabójstwo policjanta Andrzeja Struja grozi im kara do 25 lat więzienia, bo rok temu nie mieli jeszcze skończonych 18 lat
– O śmierci Andrzeja dowiedziałam się od jego kolegi – błyszczące oczy Anny Struj patrzą gdzieś daleko, poza rozmówcę. – Zadzwonił do mnie i powiedział, że Andrzej nie żyje. A ja odpowiedziałam, że to chyba kiepski żart. Myślałam, że on żartuje… Nie mogłam w to uwierzyć.

Młody trzymaj się

Wielki gmach sądów przy al. Solidarności w Warszawie. To tutaj toczy się proces zabójców mł. asp. Andrzeja Struja, pośmiertnie awansowanego do stopnia podkomisarza. Jeden korytarz sądowy – dwa światy. Zrozpaczona, ubrana na czarno rodzina. I „koleżkowie i laski” z osiedla sprawców – przed obiektywami kamer zasłaniają się gazetami, ale gdy wyprowadzają oskarżonych, starają się ustawić między dziennikarzami a konwojem, aby utrudnić robienie zdjęć. Gdy sprawcy przechodzą obok, widać aprobatę ze strony „starszaków z podwórka”. „Młody, trzymaj się!”, „Nie daj się!”, „Jesteśmy z tobą” – rozlega się dokoła. „Laski”, które z racji nieukończonych osiemnastu lat zostały wyproszone przez sędziego z sali rozpraw, teraz przesyłają całusy bandytom.

A obok jest rodzina ofiary, pogrążona w żałobie, która cały czas nie może uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Bliscy, otoczeni przez media, nie mają gdzie się skryć ze swoim bólem, siostra policjanta nie wytrzymuje napięcia, prosi, aby jej nie filmować.

– Chciałybyśmy, żeby to już się skończyło – mówią krewne zabitego policjanta. – Żeby już tego nie wspominać, nie rozpamiętywać, żeby móc spokojnie pójść na cmentarz. Jaki wyrok? Surowy i sprawiedliwy!

Czasem noszę nóż przy sobie

Proces zaczął się na początku bieżącego roku. Odbyły się dwie rozprawy – 5 i 21 stycznia. Na pierwszej oskarżeni odmówili składania wyjaśnień. Sędzia odczytał zatem wyjaśnienia złożone wcześniej podczas śledztwa. Oskarżeni zaczęli w końcu mówić.

Mówili też o sprawie, którą bada prokuratura, a która dotyczy znęcania się nad zatrzymanymi sprawcami przez policjantów.
Mateusz N., który zadawał ciosy ofierze, przyznał, że czasem nosił ze sobą, między bokserkami a spodniami, długi kuchenny nóż. Nosił go, bo „miał obawy przed innymi ludźmi” i „żeby się w razie czego obronić”. Drugi oskarżony – Piotr R., zaprzeczył, by wiedział, że kolega ma ze sobą nóż. Wcześniej całą noc pili na klatce schodowej piwo. Tak spędzali ferie. „Przez cały ten czas chodziłem z tym nożem” – przyznał Mateusz N. „Myślę, że Piotr o tym wiedział” – mówił.

Przyślijcie pogotowie

Rano 10 lutego bandyci rozjeżdżali się po nocnej libacji. W tym samym czasie na przystanek „Fort Wola” podchodził Andrzej Struj, który korzystając z urlopu, zrobił właśnie zakupy w pobliskim centrum handlowym. Zwrócił młodym ludziom uwagę, ponieważ przeklinali głośno i awanturowali się na przystanku. Wsiadł do tramwaju. Motorniczy zamknął drzwi i pojazd ruszył. Wtedy do wnętrza tramwaju wpadł, wybijając okno, kosz na śmieci. Andrzej Struj poprosił motorniczego, aby otworzył drzwi. Pobiegł, by zatrzymać chuliganów.

W tym miejscu relacje sprawców i świadków się rozmijają. Jednej wersji nie mają też obaj bandyci. Już w szkole więziennej starali się ze sobą skomunikować. Strażnicy więzienni przechwycili korespondencję, którą na sali sądowej złożył do akt prokurator.
W toku śledztwa mordercy przyznali, że wiedzieli, iż starający się uspokoić ich człowiek jest funkcjonariuszem Policji. Na sali sądowej obaj stracili pamięć, a w ogóle myśleli, że „ta legitymacja to dokument kontrolera biletów albo ochroniarza”. 21 stycznia br. sąd przesłuchiwał biegłych, którzy potwierdzili wcześniejsze ustalenia. Lekarka, która dokonywała oględzin zwłok, przyznała, że nie można określić dokładnej liczby ciosów zadanych ofierze. „Ostrze zagłębiało się w ciele pokrzywdzonego nie mniej niż 5 i nie więcej niż 9 razy” – powiedziała przed sądem.

Odtwarzano także zapis monitoringu z kamer. Zdarzenie miało miejsce niemal pod jedną z nich, ale ta nie była nakierowana na przystanek. Na wideo zarejestrowany jest tylko przebieg akcji ratunkowej. Przewodniczący składu sędziowskiego, przy zgodzie obydwu stron, przerwał odtwarzanie płyt. Przejmujący był zapis zgłoszenia napadu przez jednego ze świadków. „Obecnie wszystkie linie są zajęte. Proszę czekać” – powtarzający się komunikat pogotowia ratunkowego przeciągał się w nieskończoność. Płynęły sekundy, a na chodniku przy przystanku wykrwawiał się człowiek. Świadek, który wzywał pomoc, był przy rannym policjancie, starał się udzielać mu pomocy. „Pokrzywdzony przytomny, siedzi. Przyślijcie pogotowie” – krzyczał w końcu do słuchawki. Kolejny raz podawał lokalizację, precyzyjnie określając, w jakim kierunku uciekli sprawcy, jak wyglądali i gdzie prawdopodobnie wyrzucili nóż.

Wina jest przesądzona

Oskarżeni starają się teraz wzajemnie obciążać i wybielać. Piotr R., który pomagał Mateuszowi N., twierdzi na przykład, że on tylko próbował odciągnąć policjanta, gdy ten powalił na ziemię i obezwładnił jego kolegę. Świadkowie mówią, że raczej trzymał pokrzywdzonego, podczas gdy Mateusz N. zadawał mu ciosy nożem.

– Będziemy wnosić o kary 25 lat pozbawienia wolności dla obu oskarżonych – powiedział po drugim dniu rozprawy mecenas Leszek Cichoń, reprezentujący oskarżyciel posiłkową Annę Struj. – Niby główny sprawca przyznał się do winy, ale stara się teraz przedstawić w innym świetle, stara się wskazać na okoliczności, które miałyby go nieco wybielić. Będę o tym mówił w mowie końcowej i wykażę, że robi to tylko ze względu na karę, bo wina jest przesądzona.

– Patrząc na nich, nie wyobrażam sobie, aby mogli dokonać tak potwornej zbrodni – Anna Struj nie chce nic przekazać oskarżonym, ani nic od nich usłyszeć. – Chciałabym najwyższej kary. Przynajmniej 25 lat więzienia. Zginął człowiek i teraz jakiś inny człowiek będzie w więzieniu przez 25 lat… Czy to wystarczy? Nie zastanawiałam się, czy oni wykazują jakąś skruchę. Słowo „przepraszam” to można powiedzieć, jeśli się kogoś potrąci czy uderzy niechcący, ale nie gdy się kogoś zabije.

Paweł Ostaszewski

PS. 10 lutego około 10.00, w rocznicę śmierci Andrzeja Struja, jego przyjaciele spotkają się na przystanku na warszawskiej Woli, by zapalić znicze w miejscu jego ostatniej interwencji. Potem pojadą na Cmentarz Północny, na grób bohaterskiego policjanta. A przyjaciół miał wielu, i w Wydziale Wywiadowczo Patrolowym KSP, i na internetowym forum policyjnym ifp.pl, którego był moderatorem o nicku „Ands”.
________________________________________
Kiedy ginie policjant

Rozmowa z Ireną Zając, prezes Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach

Ginie policjant. Co się wtedy dzieje? W którym momencie wkracza fundacja?

– Zaraz po śmierci policjanta fundacja w zasadzie się nie włącza. Bierzemy udział w pogrzebach, i to też nie zawsze. W tym momencie jeszcze nie ma potrzeby naszej pomocy. Wdowa jest w głębokiej żałobie i my w to nie ingerujemy. Pierwszy nasz ruch to oferta wyjazdu wakacyjnego dla dzieci i dla mamy. Zwykle jednak wdowy nie korzystają z takiej propozycji, bo to za wcześnie. Dopiero po ładnych paru miesiącach, kiedy trochę okrzepną, zaczynają myśleć o sprawach dnia codziennego. Oczywiście na najbliższe święta idzie od nas paczka, wdowa dowiaduje się, że jest taka instytucja. A potem jest nasza normalna pomoc. Jeżeli potrzeba, udzielamy zapomóg socjalnych. Bo bywa, że wdowa zostaje z kredytem albo ma inne kłopoty finansowe.

A czy zdarza się, że wdowa sama się do Was zwraca jeszcze w czasie tej najgłębszej żałoby?

– Tak, była taka sytuacja. Zginął młody policjant, żona nie pracowała, miała chore dziecko. Wpierw zadzwoniła do nas, potem umówiliśmy się na spotkanie. Od razu dostała zapomogę finansową, a potem dalszą pomoc.

Każda śmierć to tragedia, ale niektóre są szczególnie nagłośnione.

– I te wywołują falę pomocy, która spływa też na nasze konta. Jeżeli przy wpłatach jest dopisek, że są przeznaczone dla dzieci konkretnego policjanta, sumujemy je i realizujemy wolę wpłacających. Tak było na przykład po zabójstwie policjantów w Sieradzu. Wszystkie wpłaty na hasło „Tragedia w Sieradzu” zostały zebrane, podzielone równo i przekazane matkom sierot po policjantach. Jako że były to pieniądze ze zbiórki, sposób ich wydatkowania akceptowało MSWiA.

Rok temu zginął w Warszawie Andrzej Struj…

– Tragiczna śmierć policjanta, który tak bohatersko bronił porządku publicznego, sprawiła, że mnóstwo ludzi się odezwało. Grubo ponad tysiąc osób dokonało na konto fundacji wpłat z dopiskiem „Dla dzieci Andrzeja Struja”. Po raz pierwszy mieliśmy do czynienia z tak dużą kwotą zebraną dla dzieci. Już w maju ubiegłego roku założyliśmy lokatę bankową. Szukaliśmy najkorzystniejszego sposobu ulokowania tych pieniędzy. W grudniu zebrane pieniądze podzieliliśmy na pół i obu dziewczynkom założyliśmy imienne książeczki terminowe w banku. Kiedy dzieci skończą 18 lat, będą miały taki posag od taty. Jeśli będą chciały dysponować tymi pieniędzmi wcześniej, będą to mogły zrobić po uzgodnieniu z fundacją. Takie przeznaczenie zbiórki zostało zaakceptowane i przez Radę Fundacji, i przez NSZZ Policjantów, którego członkowie również wpłacali pieniądze na nasze konto. Sprawozdanie ze zbiórki znajduje się na stronie www fundacji:

http://www.policja.pl/portal/pol/38/1178/Fundacja_Pomocy_Wdowom_i_Sierotom_po_Poleglych_Policjantach.html

Czy fundacja pomaga rodzinie Andrzeja Struja?

– Pytaliśmy i mama dziewczynek odpowiedziała, że nie potrzebuje naszej pomocy ani opieki. Nie skorzystała z oferty wyjazdu wakacyjnego. Nie narzucamy się, ale wciąż jesteśmy otwarci.

Często zdarza się, że wdowy czy też matki sierot po policjantach odmawiają współpracy z fundacją?

– Przez wszystkie lata działalności zdarzyło się to tylko dwa razy.

Mówimy tylko o mamach sierot. A czy wśród podopiecznych fundacji nie ma tatusiów?

– Nasze doświadczenie pokazuje, że kiedy ginie mama – policjantka, opiekę wcześniej czy później przejmują dziadkowie. I im, jeśli jest taka potrzeba, oczywiście pomagamy. Jeśli mają dochody rzędu 800–1000 złotych, jasne, że sami nie poradzą. Kiedy trzeba pomóc remontować dom, pomagamy. Jak po ostatnich powodziach. Na szczęście nikt z naszych podopiecznych nie stracił domu, ale podtopienia i zniszczenia były.

Największe sukcesy fundacji?

– Wszystkie dzieci się uczą. Wiedzą, że mogą liczyć na naszą pomoc na przykład w czasie studiów. O stypendia dla sierot uczących się w szkołach ponadgimnazjalnych zabiegaliśmy parę lat, ale stypendia są i to nasza wielka satysfakcja. Mamy też studiujące mamy, które podnoszą swoje kwalifikacje. To może sztucznie zabrzmi, ale naprawdę to fundacyjne środowisko jest jak wielka rodzina. Nasze dzieciaki się znają, kontaktują się ze sobą i z nami. To jest ponad 200 rodzin, ponad 300 dzieci młodszych i starszych. Wśród nich mamy stypendystów, a nawet trzech studentów uczelni w Czechach.

A problemy, które towarzyszą tej działalności?

– Chciałabym zaapelować do służb finansowych Policji, żeby na prośbę policjantów potrącały z ich pensji tyle, ile zadeklarują na fundację. Dobrym przykładem jest komenda wojewódzka w Olsztynie. Stamtąd już od lat dostajemy co miesiąc kilkaset złotych tytułem składek od policjantów z całego garnizonu. I te składki są potrącane z pensji. Więc można to zrobić. Przy okazji składam warmińsko-mazurskim policjantom serdeczne podziękowania.

Do niedawna Policja była jedyną służbą w kraju, która ma taką fundację...

– Po katastrofie smoleńskiej konsultowało się z nami w sprawie powołania fundacji Biuro Ochrony Rządu, ostatnio Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wbrew pozorom nie jest tak łatwo ułożyć pracę fundacji. To są poważne sprawy, ścisła kontrola, sprawozdawczość. Nie można dopuścić do żadnych niejasności. Jesteśmy organizacją pożytku publicznego, mamy prawo do organizowania zbiórek publicznych i do jednego procenta. Z podatku dochodowego za 2009 rok wpłynęło na nasze konto 507 tysięcy złotych, około sto tysięcy złotych więcej niż rok wcześniej. Bardzo liczymy na to, że za 2010 rok będzie jeszcze więcej.
Podziel się informacją o nas na Facebook`u:
Jak zlecić publikację
ogłoszenia sądowego?
Prawo wyboru waluty (art. 358 kc)
Stare pytanie brzmi: czy można przegrać sprawę w sądzie jeśli ma się niewątpliwie rację? Oczywiście, że (...)
Naukowcy i studenci dyskutowali o popełnianiu przestępstw w internecie
Ponad połowa tzw. przestępstw z nienawiści popełniana jest w internecie - oceniają eksperci. W czwartek na (...)
1/572