Zbiór przepisów prawnych i zasad postępowania:

Wiadomości i artykuły rss

2009-12-14 , ebos/sw
Zdarza się, że mają kilka dni do końca kary lub są tuż, tuż przed warunkowym. Pracują, są przez przełożonych chwaleni, obdarzani zaufaniem. I nagle… uciekają.

Rzadko powodzeniem kończy się ucieczka z terenu jednostki, dlatego więźniowie częściej zbiegają z miejsca pracy na zewnątrz, bywa że nie wracają z udzielonych przepustek czy widzeń. Czy w takich przypadkach zawodzi system weryfikacji stosowany przez kadrę penitencjarną? Czy jest może coś, czego przewidzieć i zdiagnozować nie można?

Sprint na 400 m

- Jeszcze dziś trudno mi mówić o tym spokojnie - z wyraźnym poruszeniem wspomina sierż. Jarosław Kuchta, starszy magazynier w Oddziale Zewnętrznym w Popowie. - W tym dniu nadzorowałem pracę dziewięciu skazanych. Część pracowała w kuchni, część w grupie gospodarczej. Wiadomo, sierpień to miesiąc urlopów, zastępowałem żywnościowca, a że u nas konserwator jest również kierowcą i był w Białołęce, przez parę godzin wykonywałem w tym dniu także jego obowiązki. Jakoś musiałem to ogarnąć.

Czterech osadzonych pracowało na terenie OZ-etu przy układaniu elewacji na jednym z budynków gospodarczych. - Kontrolowałem grupę co kilkanaście minut, miałem ich na oku przez otwarte okno - kontynuuje sierż. Kuchta. -
W pewnej chwili wyjrzałem, a osadzony był już koło płotu. Wybiegłem, wspinał się na ogrodzenie zewnętrzne, przeskoczył je.
Szybko powiadomiłem dowódcę, jednocześnie starałem się nie stracić z uciekinierem kontaktu wzrokowego. Odprowadziłem wzrokiem sylwetkę zbiega do ściany lasu, aby w tym miejscu rozpocząć pościg.
Potem była już tylko rosnąca adrenalina, jak na przyspieszonym filmie - rażące oczy refleksy światła, ścigana sylwetka migająca pomiędzy drzewami. Czas wydawał się pędzić jak lokomotywa, choć pogoń na wydłużonym sprincie trwała zaledwie 400 metrów.

Przypadek sprawił, że z Zakładu Karnego w Białołęce wracał samochodem konserwator Wojciech Żurawski, który skutecznie przeciął zbiegowi drogę ucieczki. Ten zaś, gdy zorientował się, że dalszy bieg na oślep ku wolności jest beznadziejny, klęknął i ze łzami w oczach wykrzyczał: - Boże, jaką ja głupotę zrobiłem! Pytany potem o powód ucieczki, skazany nie potrafił udzielić logicznej odpowiedzi, był pobudzony emocjonalnie, przepraszał, płakał.

Uciekali, uciekają i będą uciekać

Każdy człowiek, któremu ograniczymy wolność, będzie myślał o zrzuceniu tego jarzma. Czasami podejmuje próbę ucieczki - decyduje o tym chwila, impuls, trudny do przewidzenia bodziec tkwiący w podświadomości, sytuacja, która zdarzyła się w najbliższym otoczeniu.
Człowieka nigdy nie da się poznać do końca, tym bardziej że w warunkach izolacji więzień zachowuje się nienaturalnie, musi często grać, przybierać maskę wobec współosadzonych i funkcjonariuszy. Próba dotarcia do osadzonego, którą za każdym razem podejmują funkcjonariusze, usiłowanie zmiany jego systemu wartości, nie udaje się ot tak, po prostu. Chociaż Służba, co dowodzi polityka przepustkowa, radzi sobie z tym doskonale.
Pomimo najgłębszych pokładów empatii i okazywanego ciepła funkcjonariusz nie zastąpi skazanemu rodziny, kolegów z pracy, przyjaciół. Nie załatwi za nich wszystkich ważnych spraw rodzinnych, których nie mogli dopiąć przez całe dotychczasowe życie, nie wychowa za nich dzieci, nie powstrzyma bliskich przed porzuceniem ich.

Kierując się trudnymi do przewidzenia emocjami uciekają ci, po których się tego nie spodziewają. Emocje stały za próbą ucieczki z OZetu w Popowie tego blisko pięćdziesięcioletniego przeciętnego osadzonego - ani tytana intelektu z odmalowanym na licu bólem istnienia, ani mistrza survivalu z potrzebą ekstremalnych doznań.

Polowanie na czarownice

Nadano stosowne faksy, dokonano analizy i właściwie można by całą sprawę zakończyć. Ale czy na pewno?
Wszczęto postępowanie wyjaśniające, zresztą zgodnie z obowiązującymi w SW przepisami, kontrolujący postawią szereg pytań. Skupią się zapewne na błędnej weryfikacji pod kątem zakładu karnego typu półotwartego, wezmą pod lupę domniemany brak rozpoznania, czy też może niedociągnięcia w ochronie jednostki. Niewykluczone, że podobnie jak w innych tego typu postępowaniach, podsumują: "zawiódł czynnik ludzki".

A tak, Bogiem a prawdą, nie uciekają przestępcy z pierwszych stron gazet, są to raczej drobni złodziejaszkowi, alimenciarze, "rowerzyści" obdarzeni przez SW zaufaniem.

Pytany sierż. Jarosława Kuchtę, jak dziś, z perspektywy czasu, ocenia to wydarzenie, odpowiada ze skupieniem: - Przyglądam się drobiazgom, ufam minimalnie. - Po chwili dodaje: - Ale i tak wszystkiego nie da się przewidzieć.

Janusz Sterzel - Forum Penitencjarne
zdjęcie Piotr Kochański
Podziel się informacją o nas na Facebook`u:
Jak zlecić publikację
ogłoszenia sądowego?
Prawo wyboru waluty (art. 358 kc)
Stare pytanie brzmi: czy można przegrać sprawę w sądzie jeśli ma się niewątpliwie rację? Oczywiście, że (...)
Naukowcy i studenci dyskutowali o popełnianiu przestępstw w internecie
Ponad połowa tzw. przestępstw z nienawiści popełniana jest w internecie - oceniają eksperci. W czwartek na (...)
1/572