Zbiór przepisów prawnych i zasad postępowania:

Wiadomości i artykuły rss

2010-03-22 , ebos/forum penitencjarne
- Kiedy usłyszałem, że jest u nas mężczyzna, który wziął zakładnika i zabarykadował się w celi, myślałem, że to żart. Wydawało mi się, że takie rzeczy dzieją się tylko na filmach... - mówi por. Krzysztof Anders z Aresztu Śledczego we Wrocławiu, negocjator w akcji uwalniania zakładnika.



Był 29 grudnia, godz. 12.50, kiedy oddziałowy kpr. Przemysław Ptak udał się do celi w oddziale aresztowym. Osadzony Krzysztof Z. otrzymał właśnie orzeczenie lekarskie i miał spakować swoje rzeczy, by przenieść się do innej celi. Ku swojemu zdumieniu, oddziałowy zobaczył, że cela była zabarykadowana łóżkami i materacami, a współwięzień Andrzej B. trzyma nóż na gardle Krzysztofa Z.

Negocjator wkracza do akcji

Andrzej B., 37-latek tymczasowo aresztowany za usiłowanie zabójstwa, zażądał widzenia z dyrektorem aresztu. Od tego momentu wszystko przebiegało w błyskawicznym tempie. Dowódca zmiany powiadomił o sytuacji dyrektora, został powołany sztab, do celi udał się inspektor do spraw ochrony, który ocenił sytuację, a dyrektor wyznaczył negocjatora w osobie por. Krzysztofa Andersa, zastępcy kierownika działu penitencjarnego.
Po kilku minutach rozmowy przez wizjer, napastnik zgodził się, by negocjator wszedł do celi. - Wszystko było zasłonięte łóżkami i odzieżą, a na oknie zawieszony był koc - wspomina por. Anders. - Obu mężczyzn widziałem przez trzydziestocentymetrową lukę między łóżkami- dodaje.
Przez większą część rozmowy napastnik trzymał na gardle 22-letniego zakładnika sporządzony przez siebie nóż. Wykonał go z denka puszki i przywiązał sznurkiem do rączki od golarki.

Jeden wielki spisek

W trakcie rozmowy z negocjatorem Andrzej B. narzekał na postępowanie prokuratury. Mówił, że sądy i policja ewidentnie spiskują przeciwko niemu, a osoby, które kolejno przebywały z nim w celi, były konfidentami podstawionymi przez prokuraturę. Wyraził przekonanie, że prokurator nie dopuszcza jego rodziny do widzenia z nim oraz przechwytuje listy, które wysłał do dziennikarza "Gazety Wrocławskiej" (świadczyć o tym miał brak odpowiedzi z redakcji). Andrzej B. żądał widzeń z prokuratorem i dziennikarzem.
- Prowadząc rozmowę, starałem się uzmysłowić aresztowanemu, że nie wszystkie jego żądania są realne - mówi por. Krzysztof Anders. - Przekonywałem, że widzenie z prokuratorem czy dziennikarzem wymaga zgody organu dysponującego, więc nie może się to odbyć tak szybko, jak by tego chciał - dodaje.
Por. Krzysztof Anders nie został wybrany do negocjacji przypadkowo. W 2006 r. ukończył tygodniowe szkolenie negocjacyjne, organizowane przez SW wspólnie z Policją. Przez całą rozmowę z napastnikiem starał się stosować wyuczone techniki.

Papieros z zakładnikiem

- Chciałem, żeby napastnik się wygadał - wspomina por. Anders. - Sam zamierzałem mówić jak najmniej. Osadzony chętnie mówił o swoim 12-letnim synu. Bardzo chciał go zobaczyć, ale uważał, że nie ma na to szans, że jest już za późno. Przekonywałem go, że nie będzie tu siedział do końca życia i jeszcze będzie mógł opiekować się synem, robiąc wszystko, by nie powtórzył błędów ojca. Podchwycił ten temat, dzięki czemu nie trzymał już tak kurczowo zakładnika. Wówczas zacząłem przekonywać go, że zakładnik jest tu bardzo poszkodowany, a niczemu nie zawinił. W pewnym momencie Andrzej B. poczęstował go nawet papierosem i razem zapalili... - mówi por. Anders.

Pod wpływem rozmowy napastnik zrezygnował z żądania widzenia z prokuratorem i dziennikarzem. Ostatecznie chciał tylko otrzymać lipcowy egzemplarz "Gazety Wrocławskiej", w którym opublikowany miał być tekst na temat jego sprawy (prawdopodobnie artykuł w ogóle nie istniał). - Dowiedziałem się, że nie możemy znaleźć tego artykułu i musiałem powiedzieć napastnikowi, że nic nie osiągnie - wspomina por. Anders. - Zastanawiałem się, jak mu to powiedzieć. Zacząłem rozmowę o mało istotnych rzeczach i po jakimś czasie poinformowałem, że nie mamy artykułu, ale jeśli wypuści zakładnika, to postaram się odnaleźć tę gazetę i mu ją dostarczyć - dodaje.
Po tych słowach Andrzej B. uwolnił zakładnika i wyszedł z zabarykadowanej celi. Funkcjonariusze nałożyli mu kajdanki i doprowadzili do szpitala psychiatrycznego na konsultację. Negocjacje trwały półtorej godziny.

Wspólny sukces

- To nie jest tylko mój sukces, ponieważ w akcję było zaangażowanych wiele osób, począwszy od inspektora, który zrobił bardzo dobre rozeznanie na temat sytuacji w celi, poprzez profesjonalne podejście dyrektora i podjęcie decyzji o wprowadzeniu negocjatora i powołaniu sztabu, w tym grup medycznych - przyznaje por. Anders. - Nikt nie wpadł w panikę, cała akcja była przeprowadzona w profesjonalny, wręcz książkowy sposób. To sukces wszystkich. Ja tu jestem trybikiem.
Za sprawnie przeprowadzoną akcję por. Krzysztof Anders, który ma za sobą osiem lat służby, otrzymał wyróżnienie od dyrektora generalnego SW.
Podziel się informacją o nas na Facebook`u:
Jak zlecić publikację
ogłoszenia sądowego?
Prawo wyboru waluty (art. 358 kc)
Stare pytanie brzmi: czy można przegrać sprawę w sądzie jeśli ma się niewątpliwie rację? Oczywiście, że (...)
Naukowcy i studenci dyskutowali o popełnianiu przestępstw w internecie
Ponad połowa tzw. przestępstw z nienawiści popełniana jest w internecie - oceniają eksperci. W czwartek na (...)
1/572