Czwartek 13 grudnia 2018 Wydanie nr 3944

Cywilna procedura

Zawieszenie postępowania upomin. przez referendarza

vanilka napisał w dniu 06.08.2008 o godzinie 17:24:22 :

Przeczytałam już wszystko i wszędzie i nie wiem co zrobić.... Przyjmując, iż referendarz nie jest uprawniony do zawieszenia postępowania upominawczego, odrzucenia pozwu, przekazania sprawy według właściwości itp... to czy można przyjąć, iż takie orzeczenie wydane jednak przez referendarza jest nieistniejące? Nie ma bytu prawnego, bo wydane zostało przez osobę nieuprawnioną? Przyjmuję, iż nie wchodzi tu w rachubę nieważność, bo referendarz to nie sąd - w rozumieniu 379 kpc. Czy w razie braku zaskarżenia takiego postanowienia można uznać (jak?), iż ono nie istnieje?

Wiem też, że w niektórych sądach przyjęto (wg. mnie niezgodnie z przepisami), iż referendarz jest uprawniony do wydawania takich orzeczeń w postępowaniu upominawczym. Chciałabym się dowiedzieć jak bardzo powszechna jest taka praktyka. Może nie warto walczyć z wiatrakami i zostawić te orzeczenia w spokoju? Jak uważacie?

beatah napisał w dniu 07.08.2008 o godzinie 09:47:43 :

A co to znaczyłoby nie "zostawić orzeczenia w spokoju"? A co mogłoby się zdarzyć, gdyby referedarz podpisał się pod wyrokiem? Wyrok zostałby wydany, a jego uchylenie mogłoby nastąpić w wypadku zaskarżenia orzeczenia. A czzy ktoś wniósł skargę na postanowienie referendarza?

Petrus napisał w dniu 07.08.2008 o godzinie 19:39:17 :

była tu gdzieś dyskusja o refach, poszukaj

vanilka napisał w dniu 07.08.2008 o godzinie 19:46:09 :

No właśnie mam wątpliwości czy taki wyrok posiadałby moc prawną. Przecież wyrok wydany np. przez sekretarza sądowego nie funkcjonowałby w obrocie prawnym, nie wymagałby uchylenia. Skoro sekretarz tak samo jak referendarz nie ma prawa wydać określonego orzeczenia to takie "coś" przez niego wydane i podpisane jako orzeczenie nie istnieje. Dlatego się martwię - bo dostałam w spadku takie sprawy gdzie np. referendarz zawiesił postępowanie. Boję się tego zostawić, że za rok ktoś stwierdzi, że to orzeczenie o zawieszeniu nie istniało a ja mam roczną bezczynność (=przewlekłość) w sprawie.

[ Dodano: Czw Sie 07, 2008 7:47 pm ]
Szukałam dyskusji o refach - była o tym co mogą a czego nie. Odwiedziłam też forum refów. I nic konkretnego nie znalazłam co mam zrobić z tym już wydanym orzeczeniem.

seszele napisał w dniu 08.08.2008 o godzinie 10:53:28 :

witam.
może nie specjalnie przyda się to co napiszę, ale trudno abym nie zabrał głosu w tej sprawie.

niezręcznie się czuję wypowiadając swoją ocenę (bo argumentów 100% nie posiadam) we własnej sprawie, choć nigdy nie zawiesiłem postępowania. Bardzo mało brakowało abym poodrzucał pozwy (nie chciałem jednak ściągać kłopotów nie tyle na siebie (bo i tak często sobie falandyzuję na granicy) co szefostwu, bo i tak zmartwień mają wystarczająco).

(nie wczytując się w komentarze) uważam, że:

rozróżnić trzeba sytuację, gdy ktoś w ogóle nie ma do czegoś uprawnień (sekretarz sądowy) od osoby która ma jakieś ale akurat je przekroczyła.
Inaczej jest też gdy mamy do czynienia z "wyrokiem sekretarskim" w postępowaniu „sekretarskim” kiedy sekretarz jako sekretarz uważa, że może rozstrzygnąć jakąś sprawę, a czym innym jest wyroku sądowy podpisany przez sekretarza, który uważał, że ma prawo występować jako sąd i procedował zg. z procedurą post. sądowego.

No ale faktycznie właśnie z referendarzem jest kłopot, bo to wygląda na przypadek pośredni.

Że jest to szukanie diabłów na czubku szpilki jest ewidentne, ale jakoś trzeba wybrnąć. Oczywiście że powinno się upraszczać czyli nie tworzyć nie potrzebnych wymyślonych form, ale nawet stwierdzenie że ref. nie jest sądem nie rozwiązuje problemu.

Nie zgadzam się z wariantem, ale dla potrzeb akademickich odniosę się do opcji, że jednak ref nie może robić pewnych rzeczy.

Moim zdaniem już same istnienie wątpliwości czy referendarzowi powierzono obowiązki w takim lub innym zakresie powoduje, że dotyczy go też cecha posiadania lub nie uprawnienia, którymi to słowami operują inne przepisy dotyczące zagadnienia. W przypadku sekretarza sądowego nikt się nie będzie zastanawiał (nikt nie zada w/w pytania o przekroczenie zakresu uprawnień), bo w sferze uprawnienia do orzekania nie ma żadnej granicy! którą mógłby przekroczyć. A jeśli ktoś twierdzi że pytanie o uprawnienie można mimo wszystko zadać w stosunku do sekretarza to tym bardziej wobec refa.
Albo zastanówmy się nad przypadkiem gdy sekretarz wyda orzeczenie jako referendarz w zakresie w jakim referendarz nie mógł orzekać oraz w jakim nie mógł orzekać. Czy będzie jakaś różnica.

Jeśli byłaby mowa o nieuprawnionej osobie to mogłaby zachodzić sytuacja opisana jako nieważność postępowania spowodowana niewłaściwym składem sądu (bo jak się domyślam postanowienie wydał "sąd w składzie referendarza". Czyli w grę wchodziłyby art 379 pkt 4 oraz art. 401 pkt 1 gdyż w składzie sądu uczestniczyła osoba nieuprawniona.

No i właśnie możliwość żądania wznowienia postępowania jest dla mnie dowodem na to, że orzeczenie istnieje i wywołuje skutki prawne.

Gdyby jednak ref we własnym imieniu (nie powołując się na to, że wchodzi w skład sądu) wydał postanowienie o zawieszeniu to nic by się nie zmieniłoby o tyle, że w dalszym ciągu zastanawialibyśmy się czy leży to w granicach kompetencji czy nie, bez odniesienia się do przepisów mówiących o sądzie a zatem dalej spełniałby przesłanki do bycia ewentualnie osobą nieuprawnioną.
Faktem jest, że nie analizowalibyśmy wtedy sprawy pod kątem 401, ale czy to oznacza, że przepis ten w ogóle nie ma zastosowania do referendarza – przecież to nieprawda, bo ref także może podlegać wyłączeniu i wyłączenie mozliwości kwestionowania orzeczeń na tej podstawie było ewidentnym naruszeniem praw stron.

Dlatego zasadne jest twierdzenie, że referendarz w pewnych sytuacjach działa jako sąd. Jest zrównany z sądem i dlatego tzreba się zastanawiać czy ref tak jak sędzia jest uprawniony do określonych czynności należących do sądu.

Myślę, że uprawniona jest w tym przypadku analogia do orzekania w SA sędziego SR, który może być del tylko do SO.
Ale także przypadek nieprawidłowego delegowania do sądu wyższej instancji, gdy nie byłaby spełniona formalna ustawowa przesłanka - tzn. wystąpiłby brak prawidłowej delegacji, bo nie istniałby akt delegacji gdyby podpisała go nieuprawniona osoba.
Bez wątpienia w obu przypadkach zastanawialibyśmy się (badalibyśmy granice upoważnienia określone w ustawie) czy osoba jest uprawniona do orzekania.

Albo załóżmy, że osoba która była uważana za sedziego faktycznie nie ma takich uprawnień, bo tak skutecznie zostały sfałszowane wszystkie dokumenty, że nikt się nie połapał (była kiedyś taka sparwa z adwokatem). Czy w takiej sytuacji orzeczeń tego „sędziego” miałoby nie być, a co jeśli występował w składzie 3 osobowym.

Albo jakie będa skutki gdy sąd powszechny orzeknie w sprawie należącej do izby morskiej.
Sądzę, że będzie to uchybienie proceduralne, a nie czynność nieistniejąca, bo chodzić będzie o dopuszczalność drogi sądowej.

doszukałem jeszcze taką tezę:
V KZ 50/01 - postanowienie z dnia 2 stycznia 2002 r.
W art. 101 § 1 pkt 2 in principio k.p.k. użyto sformułowania "osoba nieuprawniona do orzekania" w odniesieniu do sprawy, w której wydano orzeczenie będące przedmiotem postępowania o stwierdzenie nieważności. Nieuprawniona do orzekania jest zatem osoba, której udział w wydaniu tego orzeczenia nastąpił z przekroczeniem ustawowych(!!!) granic jej uprawnienia do orzekania.

dodatkowo na gruncie post karnego (inaczej niż w cywilnym) orzeczenie jest nieważne z mocy samego prawa.



Nie muszę chyba dodawać, że wg mnie referendarz może zawieszać postępowania i robić wszelkie inne rzeczy, które mogą sie przydarzyć po drodze między przydzieleniem sprawy a wydaniem nakazu zapłaty. Uzasadniam to tym, że te kwestie formalne i wpadkowe mają charakter akcesoryjny/pomocniczy dla głównego celu (są podporządkowane urzeczywistnieniu obowiązku końcowego który ciąży na referendarzu) a także to, iż w postępowaniu generalnie nie chodzi o wydanie nakazu/wyroku/postanowienia, tylko o rozstrzygnięcie niezależnie od jego przyjętej dla niego akurat nazwy. A skoro to końcowe rozstrzygnięcie jest zadaniem referendarza to pomimo tego że w postępowaniu upominawczym nazywa się ono nakazem to sama kompetencja dotyczy ogólnie rozstrzygnięcia sprawy a nie tylko wydania nakazu (nazwa jest wtórna wobec istoty/sensu), czyli, że kognicja refa w postępowaniu upominawczym nie powinna być literalnie zawężana a powinna być ogólna tak jak w KW/KRS. Tzn. że wg mnie art 353 należy czytać - ref może rozstrzygać sprawy w postępowaniu upominawczym.
O samej "czystej" argumentacji ad majori ... albo uzasadnieniu dlaczego np. ten sam ref jeśli pracuje w dwóch wydziałach w jednym może przekazać wg właść. a w drugim nie - już nawet nie wspominam.

Sesz.

ps.
temat jest niestety z tych dot. rozróżnienia formy od treści, więc sam w sobie trudno obrabialny, a niestety brak czasu nie pozwala mi na jego dopracowanie, więc sory za ewentualny miszmasz.
ps.
czy wspominałem dziś, że uważam, że referendarz (podobnie ja sędzia) w określonych sytuacjach staje się sądem

Harry napisał w dniu 08.08.2008 o godzinie 18:28:20 :

Pozostaje jeszcze kwestia związania sądu takim postanowieniem, gdyż do postanowień referendarza stosuje się odpowiednio przepisy dotyczące postanowień sądu.

Bądź na bieżąco

Subskrybuj nasz bezpłatny newsletter, a będziesz na bieżąco z nowymi ogłoszeniami i komunikatami;
o spadkach, zasiedzeniach nieruchomości, depozytach sądowych, terminach rozpraw, wyrokach.

Podaj swój e-mail i otrzymuj najnowsze ogłoszenia bezpośrednio na swoją skrzynkę pocztową.

Przesyłając swój adres e-mail, zgadzam się na przetwarzanie przez Fundację ProPublika - KRS 0000595424 - podanych przeze mnie danych osobowych (e-mail) w celu otrzymywania zamówionego Newslettera.
Przyjmuję do wiadomości, że podanie danych jest dobrowolne oraz że przysługuje mi prawo dostępu do ich treści oraz ich poprawiania.