Poniedziałek 06 grudnia 2021 Wydanie nr 5033

Projekty

Przydzielanie spraw sędziom

koriolan napisał w dniu 07.01.2008 o godzinie 18:49:10 :

Sędzia z automatu Rzeczpospolita z 07-01-2008,
"Nie ma przekonujących argumentów uzasadniających różnicowanie sposobu przydzielania spraw sędziom w procedurze cywilnej i karnej – uważa sędzia Sądu Okręgowego – Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Łodzi... http://www.rp.pl/artykul/81550.html
Co wy na to? Jak u was wyglada ta sprawa? System numerkowy, alfabetyczna lista? Jakie sa wasze doswiadczenia w tej kwestii?

joolli napisał w dniu 07.01.2008 o godzinie 19:10:40 :

W rodzinnym system jest przecież zupełnie inny, każdy sędzia dostaje sprawy wpływające z przydzielonego mu rejonu, i uważam, że jest to bardzo sensowne. Już po 2 miesiącach pracy znam większość rodzin, które mogą być bohaterami prowadzonych przeze mnie spraw, a znając środowisko mogę bardziej adekwatnie (i szybciej) reagować.

koriolan napisał w dniu 07.01.2008 o godzinie 19:20:40 :

"joolli" napisał:

W rodzinnym system jest przecież zupełnie inny, każdy sędzia dostaje sprawy wpływające z przydzielonego mu rejonu, i uważam, że jest to bardzo sensowne. Już po 2 miesiącach pracy znam większość rodzin, które mogą być bohaterami prowadzonych przeze mnie spraw, a znając środowisko mogę bardziej adekwatnie (i szybciej) reagować.

Tak joolli, wiem, sam jestem w rodzinnym Ale czy nie uważasz że może to powodowac nierówność w rozdzielaniu spraw? Jeden sedzia ma rejon gdzie jest duży wpływ inny ma rejon z mniejszym wpływem, nie da sie tego jasno przewidzieć, to sie zmienia. To może byc niesprawiedliwe. Aczkolwiek jeśli idzie o specyfike rodzinnego to ma to swoje plusy: tak jak piszesz - znasz te rodziny a zazwyczaj jak juz jakas do nas trafi to "opiekujemy" sie nia "kompleksowo" od nielatów, przez zezwolenie na zawaracie zwiazku, zaprzeczenie, ustalenie ojcostwa, alimenty, zarządzenia opiekuncze.....itp... tak ze mamy jakis obraz tej rodziny. Ja po 5 latach prawie jestem z niektorymi na "ty"
Ale nie zmienia to kwestii obiektynego przydzielania spraw w innych wydziałach. Nie wyobrażam sobie sensowności takieg sposobu np. w cywilnym, pracy...

mixxa napisał w dniu 08.01.2008 o godzinie 13:40:32 :

hmm równiez jestem w wydziale rodzinnym, gdzie panuje podzial spraw wg. terenu.
Czy to jest sprawiedliwe - raczej nie, biorac pod uwage, ze z danego terenu nagle wplywa 20 wnioskow np. o leczenie odwykowe , ktore dostaje jeden sedzia i ma zalatwione na dzien dobry 2 wokandy na przod. W tym wypadku specyfika wydzialu i znajomosc ludzi za bardzo nie maja znaczenia .
Sprawdza sie to natomiast o sprawy stricte rodzinne zwiazane z wladza rodzicielska, alimentami itp ...

koriolan napisał w dniu 08.01.2008 o godzinie 16:19:43 :

widze ze ten temat staje sie wyącznościa rodzinnych .... Miło ze tyle na tu jest :smile: ale zapraszam tez innych ....

tujs napisał w dniu 08.01.2008 o godzinie 22:08:45 :

Uważam, iż o przydzielaniu spraw powinen decydować nie subiektywnie Przew. rozdzielajac sprawy łatwe dla sedziów których lubi i trudne dla tych, którzy maja sie wykazać , lecz obiektywna okolicznośc, w szczególnosci wpływ i numerek na liscie sędziów . Oczywiscie to byłaby zasada. Wówczas nie byłoby niepotzrebnych posadzen Przew. o wybieranie dla siebie łatwych spraw.

P napisał w dniu 11.01.2008 o godzinie 00:05:52 :

Artykuł jest tak jednostronny, że aż zęby bolą. Dziwne, że pisał go sędzia, bo brzmi to wszystko, jakby pisał jakiś oderwany od życia teoretyk, który w dodatku się naczytał skarg pieniaczy.

"Przewodniczący nieobiektywnie przydziela sprawy" - ? Bezsensowny brak zaufania do ludzi. Przewodniczący wydziału nie jest idiotą, wie, na co którego sedziego stać i kto sobie z którą sprawą poradzi szybko, a kto się będzie musiał czołgać latami. I odpowiednio do tego przydziela sprawy. A jeżeli sobie z tym nie radzi, to się zmienia przewodniczącego, a nie krępuje ręce wszystkim tym, którzy sobie radzą, a jest ich przecież przeważająca większość.

Wprowadzenie jakiegoś takiego gorsetu w sprawach cywilnych spowoduje taką sytuację, jak już jest w sprawach karnych - że asesorzy bez doświadczenia dostają najcięższe sprawy, z którymi sobie potem nie radzą.

falkenstein napisał w dniu 11.01.2008 o godzinie 00:10:34 :

w moim wydziale obowiązuje system numerkowy z różnymi modyfikacjami. Inaczej mówiąc to jaką dostanie się sprawę zależy w zasadzie od losu. Problemu z tym ze najmniej doświadczeni dostają trudne sprawy do niedawna nie było żadnego bo w wydziale byli sami asesorzy

skorpion napisał w dniu 11.01.2008 o godzinie 14:15:11 :

Do P : nie zgadzam się z tym że to przewodniczący wydziału miałby móc nadal w zasadzie dowolnie kierować wpływem doposzczególnych referatów. Niestety, tam , gdzie dowolność, tam nadużycia. Piszę, bo jestem sędzią z 10 letnim stażem, jak akurat orzekam w karnym ale żona i wielu znajomych w różnych innych wydziałach. Wystarczy że przewodniczący aspiruje dookręgu i zaczynają dziać się cuda. Kto tego nie zn, niech podniesie rękę. Duża załatwialność, procentowo niewiele uzasadnień. NIkt nie rozlicza z tego, jak duże sprawy załatwił, tylko ile,jak szybko i z jakim skutkiem w apelacji. A dużych wystarczy kilka na pokaz do opinii. Wygodnie mi być przewodniczącym w karnym, bo jest automat i koniec. Przynajmniej sprawiedliwie. Dopiero ,jak ktoś dostanie wielką sprawę powodującą, że nie opanuje innych, można wstrzymać do niego wpływ (są sprawy po 400 świadków, wielotomówki, itd). Ale wszystko jawnie, zarządzeniami z uzasadnieniem, po dyskusji w wydziale. Niech napiszą ci, którzy spotkali się z przewodniczącymi kierującymi sprawy "dla opinii do okręgu"

Małgorzata napisał w dniu 11.01.2008 o godzinie 14:36:41 :

No nie wiem, ja się nie spotkałam z takim zachowaniem jak opisuje Skorpion (też orzekam 10 lat), ale nie wykluczam, że istnieje bo człowiek słaba istotą jest . U mnie w wydziale panuje "od zawsze" system numerkowy i uważam, że to jest skuteczne. Nawet gdybym jako przewodnicząca miała pokusę nie rozpoznawać jakiejś sprawy, to byłoby mi zbyt głupio, żeby to zrobić, zasada jest bowiem jasna. Do zmiany referenta dochodzi wyjątkowo, np.jak ktoś nie może rozpoznać sprawy, bo i tak musiałby się wyłączyć, albo strona już w innym postępowaniu wnosiła o wyłączenie tego sędziego - po co wtedy mnożyć problemy.

cin napisał w dniu 11.01.2008 o godzinie 14:56:31 :

Ja uważam, że powinno być "według listy", a nie wg "widzimisię" Przew. Pracowałem w Wydziale, gdzie było wg listy i było super, bo każdy miał taki sam referat i nikt nie gadał: "Ja to dopiero miałem dzisiaj sprawy" itp. Jeżeli przew. kieruje się tym, jak sobie kto radzi, to jest to niesprawiedliwe, bo wtedy ten, kto sobie radzi dostaje w tyłek jeszcze bardziej, a ten, co sobie nie radzi - ma spokój. Z tego wynika, że nie opłaca się być dobrym, bo będzie się dostawało w d..., a ci, którzy nic albo mało umieją będą takiego jeszcze nazywać frajerem. To jest system demotywacyjny, a gdy jeszcze dojdą inne czynniki o takim charakterze (pensja, warunki pracy itd.), to taki "frajer" rezygnuje z tego i zaczyna sobie nie radzić. Wtedy Przew. widzi, że sobie nie radzi i wyznacza mu łatwiejsze sprawy. I tak oto wybitne jednostki poddają się stłamszeniu po to, by mieć spokój, wolność i żyło im się lepiej.
Do tego dochodzi jeszcze demotywacyjny system wyznaczania sesji. Dobrym systemem jest zasada, że jeden termin w tygodniu, albo raz na dwa tygodnie (to możliwe jest raczej w sprawach cywilnych) to termin na sprawy odroczone (przerwane). Takie rozwiązanie motywuje sędziego do szybkiego kończenia spraw. Im więcej skończy, tym mniej będzie miał na tym terminie. Jeżeli takiej zasady nie ma, ale sędzia odracza sprawy na jakiś termin, a później Przew. jeszcze coś tam doznacza, to motywacji nie ma, bo "im więcej sobie odroczę, to tym mniej nowych dostanę i nie będę musiał się nad nimi zastanawiać od początku, a odroczone już przecież znam, więc będzie łatwiej". A gdy będzie jeden specjalny termin na odroczone, to motywacja będzie, bo "im więcej załatwię dzisiaj, to tym mniej będę miał za 4 tygodnie i wcześniej sobie skończę sesję".
Ktoś może powie, że to są bzdety, ale takie zależności w biznesie są dostrzegane od dawna, a w sądach są nieznane.
Pozdrawiam wszystkich przewodniczących, a zwłaszcza moją śliczną Szefową

skorpion napisał w dniu 11.01.2008 o godzinie 19:13:42 :

Do P : zauważ, do czego prowadzi Twoje rozumowanie. Jeżeli sobie ktoś (np asesor, ale przecież i sędzia) nie radzi, trzeba mu dawać prostsze sprawy. Czyli promować słabszych, mniej wydajnych, z mniejszą wiedzą u umiejętnością prowadzenia spraw, dając im prostsze sprawy? Absurd!!! Poczytaj cin, ma rację!!! Jeżeli sędzia albo asesor sobie nie radzi - właśnie od tego jest przewodniczący, by go zdyscyplinować. Za nieterminowe wyznaczanie spraw, za niezasadne odroczenia. W razie czego wytyk od Prezesa. Bardzo skuteczna metoda. Bez ceregieli z nierobami!! Ja obserwowałem kilka takich jednostek "od ochroną". Co pół roku ówczesny przewodniczący dzielił ich sprawy i zawsze dostawałem po kilka lub kilkanaście "syfów" , z króymi koleżanki sobie nie radziły. Takie były biedne A jak juz poprowadziliśmy ich sprawy i w ten sposób oczyściliśmy referaty, były przekonane o tym, że są świetne. Nóż się w kieszeni otwierał!!! Ale taka polityka wciąż się zdarza.

[ Dodano: Pią Sty 11, 2008 7:17 pm ]
Małgoarzta, z całym szacunkiem, pozwalam się sobie z Tobą nie zgodzić w jednej części. Otóż moim zdaniem, wpływ powinien być zawsze losowy. ZAWSZE, czyli także wtedy, gdy sędzia podlega wyłączeniu, lub gdy strona już wcześniej wyłączenia się domagała (skutecznie, czy nie). Od tego jest instytycja wyłączenia : stosony wniosek lub oświadczenie sędziego, rozpoznanie go przez niezawisły sąd, nie jakaś "szemrana" decyzja przewodniczącego, by kogoś pominąć. Nie wolno dac się zastraszyć stronom i pomijać sędziów bez właściwego rozpoznania konkretnych zarzutów lub oświadczeń. Nikt nie może manipulować wpływem, ani przewodniczący ani strony. Jeżeli sędzia orzekł niekorzystnie dla strony, to nie może orzekać w żadnej sprawie tej strony? Dziwne)

Dred napisał w dniu 11.01.2008 o godzinie 19:45:27 :

http://wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=10311

Grażyna napisał w dniu 11.01.2008 o godzinie 22:21:15 :

Zgadzam się ze Skorpionem i Cinem. Małgorzato - nie wszystkim będzie głupio przydzielając sprawy według "sympatii" i "antypati", poza tym nie zawsze uśiwadamiamy sobie, że taką "sympatią" bądź "antypatią" się kierujemy.

Małgorzata napisał w dniu 12.01.2008 o godzinie 01:05:20 :

System numerowy polega na tym, że każdy ma ściśle określone nr, np. jeden dostaje sprawy z końcówkami 1 i 2, drugi 3 i 4 itp. Wpisu pod nr dokonuje kierowniczka, więc na sympatie uświadomione czy nie nie ma miejsca. No, oczywiście można snuć, że jeśli kierownik z przewodniczącym są w zmowie to......ale chyba nie oto chodzi, Ziobro ze spiskową teorią odszedł w niechlubną niepamięć, mam nadzieję.

Skorpion - myślę, że z "szemraną" decyzją przesadziłeś, czuję się dotknięta. Nie wiem, kto Cię aż tak skrzywdził, że tak ostro dopatrujesz się nadużyć, ale wiesz - czasami w wydziałach się współpracuje, nie walczy.

Pozdrawiam.

[ Dodano: Sob Sty 12, 2008 1:08 am ]
Aha - żeby było jasne - nie mam nic przeciwko automatowi, bo w mojej sytuacji w zasadzie wiele się nie zmieni. Nie zgadzam się jednak z poglądem, że jest to zbawienie i jedyna droga do uczciwego podziału, bo w innym wypadku sędziowie przewodniczący z miejsca zaczną krzywdzić innych.

P napisał w dniu 12.01.2008 o godzinie 01:27:49 :

Odpowiadam na zarzuty:

Orzekam od 2001 roku, w większości w pionie cywilnym, do tej pory w dwóch sądach, oba małe i prowincjonalne. Ocenę postawiłem na tej podstawie, bo innej nie mam. Przewodniczacy wydziałów, "od którymi" do tej pory orzekałem, byli kompetentni i żadnych numerów w stylu opisanych nie robili. Nigdy nie zetknąłem się z sytuacją taką, jak opisane wyżej - że p.w. przydziela sprawy kierując się jakimis osobistymi uprzedzeniami, a nie dobrem służby. Dlatego sądzę, że to jednak jakaś patologia - z pewnością nie można uważać takiej sytuacji za regułę. Nie sadzę jednak, żeby nawet w takiej sytuacji ktokolwiek, kto uczciwie podchodzi do swojej pracy, musiał się czegoś obawiać. Pracować normalnie, bez leserstwa (kawkowanie - z ręką na sercu - hę?), dbać, żeby sprawy nie leżały, wyznaczać posiedzenia w miarę potrzeby i najwcześniej, jak się da. Jeżeli sprawa jest prowadzona z głową, to broni się sama przed jakimikolwiek zarzutani o przewlekłość itp. Ostatecznie to p.w. jest rozliczany za pracę całego wydziału i nie wierzę, żeby wizytator nie zauważył, że jeden liniowy ma wokandy zajęte na trzy tygodnie naprzód, a drugi na sześć miesięcy. Ostatecznie to p.w. za to odpowiada. Może się wyłgać, fakt, ale ja mówię o zwykłej sytuacji, nie o jakiejś patologii.

Odnośnie "romowania" słabych sędziów: czy pierwszakom w podstawówce daje się do rozwiązywania logarytmy? Moje pierwsze posiedzenie w życiu to było bodajże pięć stwierdzeniówek i dwa wyjawienia majątku, a i tak zszedłem z sali mokry. Następne wyglądało podobnie. Potem doszedł jakiś w miarę prosty proces, potem jeszcze coś nowego i tak poszło dalej, aż po pół roku swobodnie radziłem sobie ze sprawami najbardziej skomplikowanymi w wydziale. Dzięki dyskrecjonalnej władzy p.w. (któremu chyba kiedys postawię pomnik, a generalnie to chciałbym, żeby żył wiecznie). Jak by to wyglądało, gdybym dostał wtedy sprawy z numerka? Odpowiedzcie sobie sami.

Przydzielanie spraw sędziom to warsztat pracy p.w., wokół którego trzeba chodzić i troskliwie doglądać. Jak liniowy ma problemy osobiste, to mu zluzować na jakiś czas, niech sobie rozwiąże, potem nadrobi. Jak leseruje, to za karę dołożyć. Jak dostał zasiedzenie z Napoleona z 50 uczestnikami, to nic mu nie doznaczać, bo i tak nie pójdzie. Jak ma same stwierdzeniówki bez testamentu i gospodarstwa, to załatwi i 25 dziennie. Dzięki temu wszystkiemu sprawy się toczą sprawniej. A tu nie. Bo co? Bo numerek rzecz święta. Absurd, że pozwole sobie zacytować.

Poza tym (może nawet przede wszystkim) obiektywizm wyznaczania spraw według numerków to fikcja. Wystarczy, że kierownik sekretariatu poukłada sobie pozwy/wnioski w odpowiedniej kolejności. Co, może to przewodniczący nadaje te numery? De facto władza przydzielania spraw wtedy spływa w ręce kierownika sekretariatu. Tego chcecie?

A jeśli wpływa np. 5 albo 10 spraw jednorodzajowych, z tymi samymi aktami związkowymi, z tymi samymi świadkami itp.? To co? Przydzielać według numerka i niech się wszyscy liniowi biją o te jedne akta związkowe? I wzywać świadków na 5 albo 10 terminów, kiedy można na jeden? I dziwić się, że są potem skargi?

Nasi przodkowie, którzy stworzyli procedurę cywilną, byli mądrzejsi, niż nam się wydaje. Skoro przydzielanie spraw pozostawili dyskrecjonalnej władzy p.w., to widocznie były ku temu powody.

System numerkowy oznacza wiązanie rąk wszystkim z powodu, że znikoma mniejszość nadużywa swojej władzy. To tak, jakby przy wyjściu ze sklepu rewidować wszystkich klientów, bo wiadomo, że kilku z nich to złodzieje. Totalny brak zaufania do człowieka, kult numerka i liczby. Choroba naszych czasów.

skorpion napisał w dniu 12.01.2008 o godzinie 16:05:49 :

Do P : znów się z Toba nie zgodzę. W zakresie przydzielania numerków sprawom przez kierowników. Otóż widać, że nie wisz, jak to jest w karnych. Otóż wpływ jest notowany alfabetycznie. Całodzienny wpływ układa się nazwiskami i wpisuje na koniec dnia. W praktyce dopiero następnego dnia. Wynika to z instrukcji. Wtedy , przyznasz,kierownik nie ma nic do gadania. Ponadto istnieje możliwość łączenia spraw, o której zapewne zapominasz. A sprawy jednorodzajowe, z tymi samymi świadkami to wyjątek i w zasadzie specyfika wydziałów pracy.
Poza tym nie porównuj asesora do pierwszoklasisty. Ja , mimo że jestem starym sędzią, mam duży szacunek dla asesorów, uważam, że powinni to być najlepsi prawnicy, wymagania w stosunku do nich muszą też być duże. Nikt nie broni asesorowi na początku wyznaczać spraw najprostszych, trudniejsze można wyznaczyć na późniejszy termin, sam napisałeś, że po pół roku sądziłeś najtrudniejsze sprawy w wydziale. Czyli można.
Ponadto nie powinno powoływac się na kazus asesora, gdyż, pomimo postawienia na głowie struktury zatrudnienia w sądach rejonowych (zbyt duży odsetek asesorów w stosunku do sędziów), początkujący asesorzy to grupa powoli zanikająca. Będą z czasem, niezbyt odległym, stanowić niewielki odsetek sędziów. Chyba, że sędziowie odejdą do lepiej płatnych zawodów. A tak na marginesie : dlaczego kierownik według Ciebie coś manipuluje przy wpływie? odpowiem : są sędziowie ( i asesorzy) wchodzący w d.. kierownikom i wyłudzający przychylność kierowniczek. Jest to żenujące, ale wiem z doświadczenia, że tak jest. Niestety, w niektórych wydziałach podobnie manipulua przewodniczący. Jeszcze raz powtarzam tezę : tam, gdzie dowolność, tam możliwość manipulacji. A gdy jest mozliwość, zdarza się patologia!!!

cin napisał w dniu 12.01.2008 o godzinie 20:31:37 :

Kochani. Możliwość manipulacji istnieje nawet i przy numerkowym systemie. Bo przecież przewodniczący może wydać zarządzenie typu: "z uwagi na obciążenie sędzieg referenta, wyznaczyć sędziego referenta w osobie ... itd". Tu chodzi o jednakowe traktowanie, bo skoro wszyscy zajmujemy to samo stanowisko i dostajemy takie same pieniądze, to powinniśmy sądzić takie same sprawy. Chodzi o wykluczenie takic sytuacji, w których jeden lub niektórzy sędziowie dostają często to przysłowiowe stwierdzenie z Napoleona albo stwierdzenie z gospodarstwem z lat 70 - tych, a inni nie dostają takich spraw w ogóle. Jedni dostają działy spadku z gospodarstwem z 20 - oma uczesnikami, a inni zgodne działy z jednym składnikiem i trzema uczestnikami itd. itd. Co do asesorów, to oczywiste, że muszą mieć "okres ochronny" - jak twierdzi mój kolega - 6 miesięcy, bo to wynika z USP.

Marc napisał w dniu 12.01.2008 o godzinie 21:18:25 :

oj juz sie tak nie zal podporo naszego wydziału, przeciez wiadomo że tylko ty jestes w stanie to porządnie załatwic . A na serio proszę Państwa to jak zawsze najsłabszym ogniwem jest czynnik ludzki, jak przewodniczący ma prawo moralne w sobie.. to nie potrzebne żadne sztywne reguły, Cin tez to zna z doświadczenia. Ale to można odnosic do potrzeby istnienia prawa w ogóle - jest wynikiem naszych słabości

P napisał w dniu 12.01.2008 o godzinie 21:19:51 :

Tak, układanie aktów oskarżenia alfabetycznie wyklucza przynajmniej możliwość manipulacji ze strony kierownika sekretariatu.

Porównanie początkującego sędziego do pierwszoklasisty jest jak najbardziej trafione. Początkujący jest obkuty w teorii, zgadza się, ale teoria do praktyki jest podobna tylko w teorii. Każdy na początku jest zielony. Jak się na niego właduje na dużo, to się załamie, a na pewno będzie się niepotrzebnie męczyć. W imię czego? A tu nie ma pomiłuj, numerek i koniec...

Tak samo system numerkowy nie zapobiegnie temu, że jedni sędziowie będą regularnie dostawać trudniejsze sprawy, a inni łatwiejsze. To się jak najbardziej może zdarzyć, tylko że na zasadzie przypadku, a nie błędu przewodniczącego wydziału.

Reasumując cała dyskusję:
Zaleta systemu numerkowego:
1) sposób przydzielania spraw jest bardziej przejrzysty, w efekcie czego unika się posądzeń o manipulacje. Nie piszę, że unika się samych manipulacji, bo, jak wynika z poprzedniego postu, jest to nieprawda.
Wady systemu numerkowego:
1) nie pozwala na indywidualne regulowanie wpływu w zależności od umiejętności poszczególnych sędziów i aktualnych potrzeb wydziału. W efekcie wydział jako całość - a wraz z nim cały wymiar sprawiedliwości - pracuje wolniej i gorzej.
2) nie uwzględnia różnic między sprawami. W efekcie jego zastosowania obciążenie jest równe liczbowo, ale nierówne faktycznie. Numerek nie rozróżnia między stwierdzeniówką a działem dorobku między świeżo rozwiedzionymi małżonkami. Wielkie dzięki, jak mi na mój numerek wpłyną ze cztery takie działówki na raz, a jednocześnie mi dziecko zachoruje.

Jak jeszcze coś komuś przyjdzie do głowy, to niech dopisze.

Zdanie każdy sobie wyrobi sam. Moim zdaniem zaleta nie równoważy wad. Wprowadzenie systemu numerkowego było działaniem propagandowym, wystarczy wspomnieć szum medialny, z jakim się odbyło.

larousse napisał w dniu 13.01.2008 o godzinie 01:02:11 :

Cin ma rację,
przy systemie numerkowym można manipulować nie tylko w taki sposób, jak pisze Cin, ale i już na etapie ustalania zakresu czynności przez kolegium SO. Np. Na moje 5 Ns-ów (numery końcowe) przypadają 4 C kolegi (młodszego stażem). Przy czym wpływ w Ns-ach jest u nas trzykrotnie wyższy niż w C, w którym orzekają 3 osoby, w Ns-ach - 2. Dlatego ja siedzę w pracy od 7.15 do 15.45 i z torbą turystyczną wracam codziennie do domu, a kolega ma na wszystko czas, pracując od 9. do 14.00, bez bagażu towarowego wracając do domu.
Przy takim systemie, brak motywacji do pracy. :sad:

totep napisał w dniu 13.01.2008 o godzinie 19:33:45 :

"cin" napisał:

Ja uważam, że powinno być "według listy", a nie wg "widzimisię" Przew. Pracowałem w Wydziale, gdzie było wg listy i było super, bo każdy miał taki sam referat i nikt nie gadał: "Ja to dopiero miałem dzisiaj sprawy" itp. Jeżeli przew. kieruje się tym, jak sobie kto radzi, to jest to niesprawiedliwe, bo wtedy ten, kto sobie radzi dostaje w tyłek jeszcze bardziej, a ten, co sobie nie radzi - ma spokój. Z tego wynika, że nie opłaca się być dobrym, bo będzie się dostawało w d..., a ci, którzy nic albo mało umieją będą takiego jeszcze nazywać frajerem. To jest system demotywacyjny, a gdy jeszcze dojdą inne czynniki o takim charakterze (pensja, warunki pracy itd.), to taki "frajer" rezygnuje z tego i zaczyna sobie nie radzić. Wtedy Przew. widzi, że sobie nie radzi i wyznacza mu łatwiejsze sprawy. I tak oto wybitne jednostki poddają się stłamszeniu po to, by mieć spokój, wolność i żyło im się lepiej.
Do tego dochodzi jeszcze demotywacyjny system wyznaczania sesji. Dobrym systemem jest zasada, że jeden termin w tygodniu, albo raz na dwa tygodnie (to możliwe jest raczej w sprawach cywilnych) to termin na sprawy odroczone (przerwane). Takie rozwiązanie motywuje sędziego do szybkiego kończenia spraw. Im więcej skończy, tym mniej będzie miał na tym terminie. Jeżeli takiej zasady nie ma, ale sędzia odracza sprawy na jakiś termin, a później Przew. jeszcze coś tam doznacza, to motywacji nie ma, bo "im więcej sobie odroczę, to tym mniej nowych dostanę i nie będę musiał się nad nimi zastanawiać od początku, a odroczone już przecież znam, więc będzie łatwiej". A gdy będzie jeden specjalny termin na odroczone, to motywacja będzie, bo "im więcej załatwię dzisiaj, to tym mniej będę miał za 4 tygodnie i wcześniej sobie skończę sesję".
Ktoś może powie, że to są bzdety, ale takie zależności w biznesie są dostrzegane od dawna, a w sądach są nieznane.
Pozdrawiam wszystkich przewodniczących, a zwłaszcza moją śliczną Szefową

Ale z ciebie lizus
Ale tak w ogóle to zgadzam się z tobą. Jak kiedyś dawno temu sądziłem w wydziale karnym. To teoretycznie sprawy były przydzielane numerkowo, ale jak przyszło co do czego, to tylko prokuratorzy się dziwili, że sadzę same sprawy ze śledztw. Ale przewodnicząca była taka, że nawet mi w głowie było pytać

Dorota Korman-W napisał w dniu 13.01.2008 o godzinie 19:57:13 :

Przylączam sie do zdania, że trzeba mieć zaufanie do przewdoniczącego (i to nie tylko dlatego że sama nią jestem), w wydziale ksiąg wieczystych przydzielanie alfabetyczne, numerkami, czy inny "sprawiedliwy" podzial prowadzilby na przyklad do tego że dwóch orzeczników musialoby sobie podzielić akt notarialny na kartki i zastanawiać się dlaczego wnioskodawca chce wpisać cos do księgi wieczystej w której nie ma ujawniony żadnych jego praw, bo akurat wniosek o wpis jego praw trafi ze względu na "sprawiedliwy" podzial do innego orzecznika.
Gdy przyszlam pracować do sądu w którym obecnie orzekam bylam w siódmym miesiącu ciąży, nie dostalam spraw z rozdzielnika, a jedynie te które mozna szybko skończyć, żeby ktoś po przejęciu mojego referatu nie musial przejmować "rozgrzebanych" spraw
Można sformulować postulat-tylko rozsądni przewodniczący, ale wystrzegalaby się sztywnego przydzialu spraw, prosty przyklad (jesli chodzi o sprawy cywilne) danego dnia wplynie najpierw pięć nadzorów nad egzekucja z nieruchomości, a chilę później pięć wniosków o nadanie klauzuli wykonalności bankowemu tytuowi egzekucyjnemu, ten pierwszy orzecznik ma robotę na najboliższe dwa lata, a drugi oddaje sekretarce akta do napisania postanowienia. Pozdr

cin napisał w dniu 13.01.2008 o godzinie 20:36:29 :

Ja rozumiem że w niektórych wydziałach jest inaczej (np. w Ks. wiecz. albo w wydziałach rodzinnych). Dodam też, że orzekałem w takim wydziale, gdzie sędziowie liniowi orzekali w sprawach błahych, a sprawy poważne i trudne załatwiał Przewodniczący , a taki układ rzadko się zdarza. Bo tak w ogóle to ja miałem i mam przewodniczących w porzo i żaden ze mnie lizus
Zwracam tylko uwagę na istnienie takiego problemu, a że istnieje to wiem, bo widzę i słyszę. I nie chodzi mi o mój własny interes Marcu, ale - pro publico bono

romanoza napisał w dniu 14.01.2008 o godzinie 08:30:51 :

No właśnie, Totep w ogóle nie wspomniał, że też orzekał w takim wydziale, gdzie przewodniczący zabierał sprawy trudne. No może z wyjątkiem tych o wątku cywilnym, w których prosił o pomoc powszechnie znanego speca od cywilnego. Marudzi tylko, że ze śledztw miał

Sandman napisał w dniu 14.01.2008 o godzinie 09:41:42 :

Właśnie....myślę, że większość jednak stanowią przewodniczący, którzy czują się odpowiedzialni za wydział i swoich sędziów, także z perspektywu innej niż statystyczna i własna wygoda....
Moja szefowa....dzieli równo.....a prawdziwe syfy losujemy......

totep napisał w dniu 14.01.2008 o godzinie 20:21:07 :

"romanoza" napisał:

No właśnie, Totep w ogóle nie wspomniał, że też orzekał w takim wydziale, gdzie przewodniczący zabierał sprawy trudne. No może z wyjątkiem tych o wątku cywilnym, w których prosił o pomoc powszechnie znanego speca od cywilnego. Marudzi tylko, że ze śledztw miał


No tak ale twój wydział romanoza wspominam miło. A co ten cin tak i tobie się podlizuje ??

[ Dodano: Pon Sty 14, 2008 8:22 pm ]
Bo przecież nie każdego Przewodniczącego trzymałem na kolanach

grubson napisał w dniu 14.01.2008 o godzinie 22:55:51 :

To i ja pochwalę moją Przewodniczącą.
U nas nie ma numerków, a mimo to podział jest sprawiedliwy. Przew. prowadzi zeszyt w którym zanacza kategorie spraw (w Ns spadki, działy i podziały, drogi konieczne, etc, W C eksmisje, samochody itd, W Co - klauzule, nadzory, ustalenia, skargi) i według nich po kolei przydziela. "Świrów" dzieli tak, żeby każdy z nas miał wątpliwą przyjemność poznania klienta. No i siebie nie oszczędza, a "młodym" pomaga. Anioł, nie kobieta

tujs napisał w dniu 15.01.2008 o godzinie 20:32:05 :

pomyślcie - gdyby był system numerkowy to nie byłoby żadnej patologii i sędzia z wydz. pracy SO w Częstochowie nie składałby pozwu o dyskryminację, co niestety kompromituje wymiar sprawiedliwości

praefectus napisał w dniu 16.01.2008 o godzinie 00:56:17 :

"P" napisał:

Artykuł jest tak jednostronny, że aż zęby bolą. Dziwne, że pisał go sędzia, bo brzmi to wszystko, jakby pisał jakiś oderwany od życia teoretyk, który w dodatku się naczytał skarg pieniaczy.

"Przewodniczący nieobiektywnie przydziela sprawy" - ? Bezsensowny brak zaufania do ludzi. Przewodniczący wydziału nie jest idiotą, wie, na co którego sedziego stać i kto sobie z którą sprawą poradzi szybko, a kto się będzie musiał czołgać latami. I odpowiednio do tego przydziela sprawy. A jeżeli sobie z tym nie radzi, to się zmienia przewodniczącego, a nie krępuje ręce wszystkim tym, którzy sobie radzą, a jest ich przecież przeważająca większość.

Wprowadzenie jakiegoś takiego gorsetu w sprawach cywilnych spowoduje taką sytuację, jak już jest w sprawach karnych - że asesorzy bez doświadczenia dostają najcięższe sprawy, z którymi sobie potem nie radzą.


Prawda jest taka, że w wielu wydziałach "asesorzy bez doświadczenia dostają najcięższe sprawy, z którymi sobie potem nie radzą"; albo radzą, bo nie mają wyjścia, ku uciesze doświadczonych. Ja miałem szczęście do przewodniczących, ale obserwując kolegów z niektórych innych wydziałów i sądów stwierdzam, że niestety, ale jest to bardzo częste. Tak częste, że aż staje się to zasadą. O jakim zaufaniu zatem mówimy? I co to znaczy, że przewodniczący ma przydzielać według własnej oceny - kto i jak sobie poradzi z daną sprawą? Rozumiem - "każdy dobry uczynek musi zostać ukarany". Czyli ktoś, kto nic nie robi, obija się i nie uczy ma być jeszcze nagrodzony łatwiejszymi sprawami? A potem w statystyce ten co się "wykazuje" będzie miał "uchyły" na wyselekcjonowanych starannie przez przewodniczącego sprawach (celem wykazania sie), a przynajmniej zero wolnego czasu, a jego leniwe alter ego w tym samym czasie 100% stabilności na "numerkowych" samograjach i "ocean wolnego czasu"... Pytanie za 100 punktów - jesteś przewodniczącym?

[ Dodano: Sro Sty 16, 2008 1:02 am ]
jeszcze jedno...


"A jeżeli sobie z tym nie radzi, to się zmienia przewodniczącego, a nie krępuje ręce wszystkim tym, którzy sobie radzą..."

Trzymajcie mnie, dajcie mi więcej roboty, mam skrępowane ręce przez przewodniczącego, który innym i sobie daje trudne sprawy, a mi normalne... Nie wytrzymam dłużej tej bezczynności...



[ Dodano: Sro Sty 16, 2008 1:18 am ]
"Dorota Korman-W" napisał:

Przylączam sie do zdania, że trzeba mieć zaufanie do przewdoniczącego (i to nie tylko dlatego że sama nią jestem), w wydziale ksiąg wieczystych przydzielanie alfabetyczne, numerkami, czy inny "sprawiedliwy" podzial prowadzilby na przyklad do tego że dwóch orzeczników musialoby sobie podzielić akt notarialny na kartki i zastanawiać się dlaczego wnioskodawca chce wpisać cos do księgi wieczystej w której nie ma ujawniony żadnych jego praw, bo akurat wniosek o wpis jego praw trafi ze względu na "sprawiedliwy" podzial do innego orzecznika.


Ja mam zaufanie, jednakże w przypadku obiektywnych zasad matematyki nie muszę mieć zaufania, bo zastępuję je z powodzeniem tym, że wiem.

Zupełnie nie wiem o co chodzi z tym wpisywaniem - chce wpisać do księgi wieczystej prawa, bo nie ma ich wpisanych A tak poważnie - co to za wnioski, których uwzględnienie wzajemnie od siebie zależy? I jak często się to zdarza? Pytam z ciekawości.

Co do spraw procesowych - często jest seria spraw pomiędzy tymi samymi stronami. Można je połączyć, rozpoznać osobno... Bywa różnie. Ale zawsze jakimś sposobem wiemy, że jest ich więcej i są w innych referatach, więc z połączeniem nie ma problemu jakby co - gdy przemawiają za tym względy praktyczne. Jestem za "numerkowym" przydziałem wg. wpływu.

[ Dodano: Sro Sty 16, 2008 1:42 am ]
Przydział powinien być losowy także z tego powodu, że należy zlikwidować wpływ czynnika administracyjnego, jakim jest "widzimisie" przewodniczącego na to, kto będzie sądził daną sprawę. Po pierwsze losowy przydział w dłuższym okresie czasu jest bardziej sprawiedliwy (w końcu każdemu wpadnie mniej więcej podobna ilość łatwych i trudnych spraw), oparty jest na obiektywnych przesłankach, które uniemożliwiają zarzut, że ktokolwiek ma wpływ na rozpoznanie sprawy przez dobór konkretnego sędziego (przecież różnimy się w poglądach, szybkości sądzenia itd. - można z pewną dozą prawdopodobieństwa zakładać, kto będzie miał takie a nie inne podejście do danego zagadnienia będącego przedmiotem rozpoznania). Poza tym zmniejszy nieuzasadnioną władzę co niektórych przewodniczących, którzy wykorzystują ten system do faworyzowania jednych kosztem innych lub wyręczania się pracą innych (co widać szczególnie na przykładzie asesorów, traktowanych często jak muły robocze). Oczywiście można wprowadzić zasadę, że w wyjątkowych sytuacjach można odstąpić od tej zasady przydziału (np. faktyczne przeciążenie danego sędziego, długotrwała choroba itd), ale wymagałoby to zarządzenia z podaniem przyczyn, a ich zbyt duża ilość zawsze powodowałaby konieczność kontroli pod względem zasadności.

Obecny system "rzydziałowy" ma też tę wadę, że demobilizuje do większej pracy. Jeśli pracujesz więcej, to masz więcej załatwionych spraw i mniej na półce. Co robi wtedy przewodniczący? Zgodnie z zasadą, iż każdy dobry uczynek musi zostać ukarany, dorzuca pracy w wolne miejsce - czyli Tobie. Kolega, który pracuje wolniej, nie dostanie więcej spraw, bo już ma dużo. Jaki wniosek? Pracuj mniej. Tymczasem sztywny przydział numerkowy powoduje, że jeśli przyłożysz się bardziej w pewnym momencie, to za chwilę wygospodarujesz sobie trochę wolnego, natomiast kolega z alternatywnym podejściem do pracy będzie się musiał wytłumaczyć ze zbijania bąków. Proste?

Jak dotąd nie znalazłem istotnych wad systemu opartego na zobiektywizowanych zasadach.

P napisał w dniu 16.01.2008 o godzinie 20:20:05 :

Patologia, patologia, patologia... Przed nieuczciwością nie zabezpieczy nas żaden system numerkowy, bo najwyżej manipulacje przeniosą się na inny etap. Poza tym, powtarzam, to jest jak rewidowanie wszystkich klientów sklepu dlatego, że któryś się okaże złodziejem.

A najważniejsze jest to, że skrępowanie rąk przewodniczącym oznacza 180-stopniową zmianę podejścia do sędziów - z zaufania na brak zaufania. A nie jest to błahe, bo cała nasza praca opiera się właśnie na zaufaniu mającym za podstawę nasze osobiste cechy - że jesteśmy osobiście uczciwi i sprawiedliwi. Perspektywicznie to bardzo niebezpieczna zmiana, trudno nawet sobie wyobrazić jej długofalowe konsekwencje.

Reszta zarzutów w poprzednim poście w rzeczywistości odnosi się do braku systemu motywacyjnego. Jeżeli sędzia dostaje tyle samo niezależnie od tego, czy skończy 5 spraw, czy 105, to jest logiczne, żeby się migać od spraw, bo po co pracować za darmo. Obowiązuje równanie w dół.

Chyba właśnie przejrzałem na oczy. Problem przydzielania spraw istnieje tylko wtedy, kiedy wynagrodzenie nie jest proporcjonalne do nakładu pracy. Jeżeli wynagrodzenie odzwierciedla nakład pracy, to większa praca zostaje nagrodzona wyższymi zarobkami. W takim układzie pupilek przewodniczącego może nie mieć nic do roboty, ale i najmniej zarabia. Ktoś, kto zasuwa za dwóch, jeździ Maybachem na wakacje na Karaiby.

cin napisał w dniu 16.01.2008 o godzinie 21:27:33 :

Ale takiego systemu wynagradzania u nas nie ma. Pozostaje więc zasada: "równo dostajemy (czyli zarabiamy) - równo pracujemy", a ta zasada może być wdrożona tylko w systemie losowania. Sprawiedliwość jest bowiem ślepa jak los. Nie mówię tu o poszczególnych Przewodniczących, ale - globalnie.

P napisał w dniu 16.01.2008 o godzinie 22:10:45 :

Czyli motywacyjny system wynagrodzania jest nastepną rzeczą, której trzeba się domagać. A system numerkowy dopiero na końcu, o ile w ogóle okaże się potrzebny. Bo, patrząc na kwestię globalnie, nie ma sensu krępować ludziom rąk w 100% spraw, żeby skończyć nadużycia w 2-3%.

Dorota Korman-W napisał w dniu 16.01.2008 o godzinie 23:48:49 :

No tak wprowadźmy jeszcze pracę na akord, myślę, ze naszemu ministerstwu to by sie nawet podobalo, ale w wymierzaniu sprawiedliwości, bo przeciez tym się mamy zajmowac nie chodzi o to żeby sprawę skończyć w tym samym dniu w którym wplynęla, ale żeby ją rozstrzygnąć (czytaj dobrze), i tutaj żadny motywacyjny system się nie sprawdzi. nawet już taki jest; jeśli orzekasz źle to masz wytyki, a jesli masz wytyki, to masz obniżone wynagrodzenie, co tez nie jest idealnym rozwiązaniem bo jak masz kosę z wyższą instancją to byyle bzdet może się zakończyc w ten sposób. przyjęcie na przyklad ilości spraw rozpoznanych do oceny sędziego spowoduje, że ten co ma stutomówkę w karnym i posiedzi nad nią dwa lata zarobi mniej niz ten kto w grodzkim będzie klepal nakazy zaplaty w upominawczym, zmiksowanie tych róznych systemów doprowadzi do tego że prezes co miesią będzie kontrolowal każdego sędziego żeby mu sutalic wynagrodzenie

romanoza napisał w dniu 17.01.2008 o godzinie 09:59:11 :

Co to za pomysł z systemem motywacyjnym? Dla mnie ze sprawami jest tak, jak z przysłowiem: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Mam jęczeć, że mam sprawę z 4 oskarżonymi i 160 świadkami? Każdy ma jakąś swoją smutną historię i gdybym zajrzał w referat koleżanki czy kolegi okaże się, że też mają niezłe sprawy. Jeżeli natomiast jest tak, że ktoś jest faworyzowany przez przewodniczącego, to można zażądać zmian. Wszak jesteśmy sędziami i chyba się nie boimy? Moim zdaniem nie ma możliwości oceny trudności sprawy a tym samym wprowadzenia sensownych kryteriów do systemu motywacyjnego. Kto wreszcie miałby tej oceny dokonywać, przewodniczący? W innym wypadku konieczne byłoby czytanie przez wszystkich sędziów wszystkich spraw. Miałem kiedyś w referacie sprawę, kilkadziesiąt tomów, około 30 oskarżonych, wyrok zajął mi 24 strony maszynopisu. Oskarżeni dobrowolnie poddali się karze. Czy ta sprawa była trudniejsza od jednotomowych znętów?

cin napisał w dniu 17.01.2008 o godzinie 18:45:29 :

Ja też nie widzę możliwości żeby taki system wprowadzić. Nie pracujemy w fabryce przy taśmie produkcyjnej.

falkenstein napisał w dniu 17.01.2008 o godzinie 19:16:19 :

"cin" napisał:

Ja też nie widzę możliwości żeby taki system wprowadzić. Nie pracujemy w fabryce przy taśmie produkcyjnej.


Oczywiście że nie i dlatego trzeba wszystkim przy każdej nadarzającej się okazji przypominać że "Sąd to nie jest fabryka śrubek"

praefectus napisał w dniu 17.01.2008 o godzinie 21:45:23 :

"P" napisał:



Chyba właśnie przejrzałem na oczy. Problem przydzielania spraw istnieje tylko wtedy, kiedy wynagrodzenie nie jest proporcjonalne do nakładu pracy. Jeżeli wynagrodzenie odzwierciedla nakład pracy, to większa praca zostaje nagrodzona wyższymi zarobkami. W takim układzie pupilek przewodniczącego może nie mieć nic do roboty, ale i najmniej zarabia. Ktoś, kto zasuwa za dwóch, jeździ Maybachem na wakacje na Karaiby.


Niestety. Pupilek dostaje dużo łatwych :D Dictum acerbum.

justice napisał w dniu 18.01.2008 o godzinie 08:44:26 :

"P" napisał:

W takim układzie pupilek przewodniczącego może nie mieć nic do roboty, ale i najmniej zarabia. Ktoś, kto zasuwa za dwóch, jeździ Maybachem na wakacje na Karaiby.

Na Karaiby to chyba samolotem?

iga napisał w dniu 18.01.2008 o godzinie 19:59:43 :

Osobiście jestem za mniejszymi referatami dla początkujących sędziów - np. przez pierwsze trzy miesiące orzekania. Tylko nie myślałam jeszcze nad tym jak to pogodzić z systemem numerkowym. Aplikanci adwokaccy i radcowscy mają szansę oswoić się z wykonywaniem swojego zawodu stopniowo. Co o tym sądzicie?

romanoza napisał w dniu 18.01.2008 o godzinie 21:35:11 :

Tak było u nas, jak zaczynałem. Pierwszych kilka sesji, to były nakazy i warunkowe umorzenia (mówię o realiach z 1998 r.). Miało to sens, człowiek miał możliwość oswojenia się z siedzeniem za bufetem. A jeżeli chodzi o system numerkowy, przecież nie ma problemu, można "świeżego" wpisać na listę miesiąc później. Wszystko zależy od dobrej woli przewodniczącego. Moim zdaniem da się to zrealizować.

P napisał w dniu 19.01.2008 o godzinie 21:51:03 :

Zwracam uwagę na sprzeczność. System numerkowy wprowadzamy, bo zakładamy złą wolę przewodniczącego przy przydzielaniu spraw. Wobec tego nie możemy logicznie zakładać, że w innych sprawach przewodniczący będzie postępował uczciwie.

Myślenia i uczciwości nie da się zastąpić przepisem. Dlatego właśnie przydzielanie spraw jest pozostawione dyskrecjonalnej władzy przewodniczącego. To jest jego obowiązek, żeby wyważyć, kto dostaje więcej łatwych, a kto mniej trudnych i w zależności od tego regulować obciążenie. A nie "od łebka". Nie mozna każdego przewodniczącego wydziału podejrzewać o machloje tylko dla tego, że kilku w Polsce tak robi. W każdym razie nie ma sensu kolejne usztywnianie procedury z tego powodu.

A jeżeli jest oczywiste, że machloje są, to trzeba się wykazać odwagą osobistą i podnieść nieprawidłowości na właściwym forum.

cin napisał w dniu 19.01.2008 o godzinie 22:04:59 :

A czy Przewodniczący wyznaczając sprawę jest w stanie przewidzieć, czy ta sprawa będzie łatwa czy trudna ? Wiemy dobrze, że nie zawsze. Los się nad tym nie będzie w ogóle zastanawiał i dzięki temu się nie pomyli. System numerkowy nie jest wymierzony p-ko Przewodniczącym i nie oznacza, że są oni nieuczciwi. Nie oznacza też, że nie będą oni mieli żadnego wpływu na przydzielanie spraw.

falkenstein napisał w dniu 19.01.2008 o godzinie 22:15:04 :

"cin" napisał:

A czy Przewodniczący wyznaczając sprawę jest w stanie przewidzieć, czy ta sprawa będzie łatwa czy trudna ? Wiemy dobrze, że nie zawsze. Los się nad tym nie będzie w ogóle zastanawiał i dzięki temu się nie pomyli. System numerkowy nie jest wymierzony p-ko Przewodniczącym i nie oznacza, że są oni nieuczciwi. Nie oznacza też, że nie będą oni mieli żadnego wpływu na przydzielanie spraw.



niczego nie da się przewidzieć. Spadek może mieć trzy kartki albo trzy tomy, 6 biegłych i takie pomieszanie bytów że tylko wziąć brzytwę i się pochlastać.

rad07 napisał w dniu 20.01.2008 o godzinie 11:23:17 :

Żaden z systemów nie jest idealny. System numerkowy ma niewątpliwie tą zaletę, że pracujemy na własny rachunek i daje nadzieję, że referat będziemy mieli opanowany, a przy większym nakładzie pracy jest nadzieja na spokojniejsze okresy pracy


Przy okazji nie mogę zgodzić sie z poprzednikami, którzy twierdzą, że asesor od samego początku powinien być tak samo obciążony jak sędzia. Kilkumiesięczny okres "ochronny" jest konieczny.

iga napisał w dniu 20.01.2008 o godzinie 14:38:14 :

"cin" napisał:

A czy Przewodniczący wyznaczając sprawę jest w stanie przewidzieć, czy ta sprawa będzie łatwa czy trudna ? Wiemy dobrze, że nie zawsze. Los się nad tym nie będzie w ogóle zastanawiał i dzięki temu się nie pomyli. System numerkowy nie jest wymierzony p-ko Przewodniczącym i nie oznacza, że są oni nieuczciwi. Nie oznacza też, że nie będą oni mieli żadnego wpływu na przydzielanie spraw.


Ale na wszelki wypadek wprowadziłabym jednak kadencyjność funkcji przewodniczącego. Najlepiej przy tym by wybierało go nie kolegium ale zgromadzenie, lub przynajmniej wszyscy sędziowie danego sądu, spośród kilku kandydatów ( z wyjątkiem wydziałów jednoosobowych).

Maxima napisał w dniu 20.01.2008 o godzinie 19:38:51 :

Gratuluję tym, którzy mają rzetelnych przewodniczących!!!
U mnie jest średnio i tak było zwykle w wydziałach, w których orzekałam. W tych kategoriach spraw, w których nie orzekał przewodniczący, szło według kolejki i wszyscy byli zadowoleni, ale juz w repertoriach gdzie przew. orzekał, obciązenie było nierówne. Czasem dość zasadniczo nierówne, oczywiście z korzyścią dla przewodniczącego.
Nie dotyczyło to zresztą aspiracji awansowych, zwykle chodziło o więcej załatwień, mniejszym kosztem.
Jesli system numerkowy dotyczył całego wpływu, nikt nie narzekał.

romanoza napisał w dniu 20.01.2008 o godzinie 19:42:53 :

"iga" napisał:

A czy Przewodniczący wyznaczając sprawę jest w stanie przewidzieć, czy ta sprawa będzie łatwa czy trudna ? Wiemy dobrze, że nie zawsze. Los się nad tym nie będzie w ogóle zastanawiał i dzięki temu się nie pomyli. System numerkowy nie jest wymierzony p-ko Przewodniczącym i nie oznacza, że są oni nieuczciwi. Nie oznacza też, że nie będą oni mieli żadnego wpływu na przydzielanie spraw.


Ale na wszelki wypadek wprowadziłabym jednak kadencyjność funkcji przewodniczącego. Najlepiej przy tym by wybierało go nie kolegium ale zgromadzenie, lub przynajmniej wszyscy sędziowie danego sądu, spośród kilku kandydatów ( z wyjątkiem wydziałów jednoosobowych).
Jako przewodniczący stwierdzam, nie ma sprawy. Jestem w pracy codziennie w godzinach urzędowania. Po sądzie nie chodzę, bo nie mam czasu. Cin może potwierdzić, że widzieliśmy się w czwartek jak zbierałem podpisy i to był chyba pierwszy raz w tym roku. Większość ludzi widzę na parkingu po pracy, a nie w budynku. I gwoli wyjaśnienia, swego czasu do trzech wydziałów na przewodniczących nie było ochotników. Ja na przykład byłem z łapanki. Czasami mam wrażenie, że demonizujecie funkcyjnych, aczkolwiek rozumiem, że może być różnie.

iga napisał w dniu 20.01.2008 o godzinie 19:54:28 :

na takiego przewodniczącego jak Romanoza głosowałabym w ciemno na drugą kadencję. Nie mam nic przeciwko kolejnym kadencjom dla osób, które na tym stanowisku się sprawdziły. Wręcz przeciwnie. Ale w samorządzie - jakimkolwiek, nie tylko w sędziowskim - powinno się mieć możliwość wyboru. Jako sędziowie wszyscy jesteśmy równi. Chodzi o zasady. Zaskoczę Was, ale mimo to powiem, że niedościgłym ideałem jest dla mnie samorząd szkolny - dzieci wybierają sobie co roku przewodniczącego klasy, przy czym co roku może nim być ta sama osoba jeśli jest o.k. Ale im człowiek starszy te czyste idee lubią się wypaczać. Nie jesteśmy od tego wolni, niestety.

jaro123 napisał w dniu 20.01.2008 o godzinie 23:13:28 :

"rad07" napisał:

Żaden z systemów nie jest idealny. System numerkowy ma niewątpliwie tą zaletę, że pracujemy na własny rachunek i daje nadzieję, że referat będziemy mieli opanowany, a przy większym nakładzie pracy jest nadzieja na spokojniejsze okresy pracy


Przy okazji nie mogę zgodzić sie z poprzednikami, którzy twierdzą, że asesor od samego początku powinien być tak samo obciążony jak sędzia. Kilkumiesięczny okres "ochronny" jest konieczny.


No to jestem ciekawy, w którym sądzie takie okresy ochronne są. Jakoś u mnie o ile sięgam pamięcią nie było żadnych przywilejów, a wprost przeciwnie najwięcej uzasadnień w wydziale w całym roku, i to rok w rok, już 3 lata tak się męczę.

Chyrios napisał w dniu 21.01.2008 o godzinie 22:57:41 :

Witam, tez jestem ciekaw w ktorym to sadzie sa takie okresy ochronne. Przeciwnie w wieszkosci przypadkow ktore znam swiezy asesor dostawał referat tak stary ze najstarsze sprawy byly z okresu jak jeszcze pisal mature

iga napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 17:30:57 :

masz rację Chyrios. Dlatego pomyślałam, że pora z tym skończyć. To zły system. I niesprawiedliwy - bo ci którzy mają szczęście zaczynać od nowych i prostych spraw mają zupełnie inny start niż ci, którzy dostali tzw. "zrzutę".

Johnson napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 17:34:17 :

A ja myślę że winno się zaczynać właśnie od spraw trudniejszych. A potem robi się coraz łatwiej.

iga napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 17:59:29 :

Jak się nie umie jeździć na nartach nie zaczyna się od Nosala, a jeśli o pływaniu ma się jedynie wiedzę teoretyczną nie skacze się od razu na 6m. Tak jest zazwyczaj. Wyjątki jednak się zdarzają. I mówię to bez ironii.

Johnson napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 18:09:02 :

Proste analogie nie zawsze są dobre.
Sąd to nie miejsce do "nauki". Do nauki to jest aplikacja. Załóżmy że asesor to nie uczeń.

iga napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 18:20:43 :

proste analogie nie zawsze są dobre, podobnie jak proste założenie, że na aplikacji nauczysz się wykonywania zawodu. W założeniu ona oczywiście temu ma służyć. W praktyce jednak na aplikacji można się co najwyżej przyjrzeć jak to wygląda. Ale przecież nie zasiadasz za stołem, nie kierujesz rozprawą, nie zadajesz pytań stronom czy świadkom, nie musisz błyskawicznie reagować gdy pełnomocnik próbuje wpuścić cię w maliny. To, ile się na aplikacji nauczysz, w dużej mierze zależy też od tego, jakiemu sędziemu cię przydzielono (ile poświęci ci czasu) oraz czy jest to aplikacja etatowa czy pozaetatowa.

anpod napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 18:34:10 :

Johnson- masz oczywiście rację, Sąd to nie miejsce do nauki. I tyle teorii- jak najbardziej słusznej.
Bo nikt mi nie powie, że po aplikacji, nawet ze rewelacyjnie zdanym egzaminem, ktoś, kto zaczyna asesurę, ma pełne umiejętności sędziowskie.Przy naszym systemie szkolenia sędzió, asesura zawsze będzie stanowiła etap nauki.

Johnson napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 18:53:50 :

Może to co pisze wynika z własnych doświadczeń. Ja na początku nie byłe oszczędzany i żyje. Co nie zabija to wzmacnia

iga napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 18:59:46 :

Ja też żyję. Ale trudny początek trochę skomplikowł mi życie.

anpod napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 19:41:10 :

Oj, ja też zaczynałam z grubej rury, w sumie to bardziej chodzi o ludzi, by sędziowie brali trochę rozpędu i ćwiczyli się na prostszych sprawach, bo mniejsze ryzyko popełnienia błedu.
Sama nie pamietam z asesury, bym myślała w stylu- to za trudna dla mnie sprawa, czy za dużą, czy też- nie dam sobie z nią rady. Jedyne co mnie dręczyło i nie dawało spac po nocach to ogólnie pojęta stabilność, za każdym razem, gdy akta wracaly z okręgu z drżeniem serca otwierałam i sporawdzalam, czy na wozie. Od tej strony to fatalny okres...

iga napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 20:02:00 :

Dlatego wg. mnie wystarczą trzy miesiące tego nazwijmy "okresu ochronnego", a później na głębokie wody. Jak się wtedy utopi to już wiadomo, ze to nie przypadek, ale że człowiek się nie nadaje.

grabka napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 20:17:11 :

Od początku asesury nikt mnie nie oszczędzał, we wtorek przyszłam do pracy, w czwartek pierwszy raz wyszłam na salę. Asesurę rozpoczęłam w rok po egzaminie sędziowskim. Orzekałam w wydz. pracy i grodzkim we wszystkich kategoriach spraw. Przez pierwsze trzy tygodnie nie wiedziałam gdzie jestem i o co chodzi. Ten czas wspominam jak horror. Nie otrzymywałam łatwiejszych spraw, odszedł kolega dostałam stary referat. To dobrze, że nie byłam traktowana inaczej, dużo się dzięki temu nauczyłam i myślę, że asesura to jednak okres nauki.

falkenstein napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 20:44:10 :

Ja przyszedłem do pracy w poniedziałek, a we wtorek byłem już na sali. W następnym tygodniu sadziłem za 2 osoby - 5 dni pod rząd plus tryb w sobotę. Było nieźle.

iga napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 21:01:44 :

falkenstein - to ja się wycofuję rakiem z propozycji okresu ochronnego. Byłoby za łatwo tym co przyjdą po nas.

anpod napisał w dniu 22.01.2008 o godzinie 22:22:49 :

Ja też pierwszą wokandę mialam dzień, czy dwa po tym, jak przyszłam do pracy, ale byla to tzw. prezesówka, czyli sporo spraw, ale prostych, do załatwienia na jednym terminie. No ale, zeby nie bylo łatwo, juz na pierwszą sprawę oskarzony wtoczył się ledwo ciepły, z butami w dłoniach i wyglądem węglarza, potem jeszcze dwóch takich delikwentów do obrazy sądu się kwalifikujących, więc szybkośc reakcji musialam przecwiczyć. Ale, jak pisalam, nie bylo źle

Adek napisał w dniu 23.01.2008 o godzinie 17:30:45 :

swoje pierwsze sesje miałem w listopdzie 1989r.; były to sprawy proste, bez adwokatów jednak wszyscy już wiedzieli o planowanej na grudziń amnestii więc sprawy spadały z różnych powodów [ młodszych informuję , że poprzedni kpk nie posiadał tylu możliwości prowadzenia sprawy pod nieobecność oskarżonego] pierszymi, które poszły były sprawy aresztowe, z adwokatami, oskarżonymi już wielce zasłużonymi dla wymiaru sprawiedliwości itp. Pomimo całej życzliwości ówczesnego Prezesa z przyczyn od niego niezależnych od razu wpadłem w głęboką wodę

kowboj napisał w dniu 01.02.2008 o godzinie 22:51:13 :

Wiecie co, koleżeństwo? Od 10 lat dowodzę I instancją karną w okręgu. Art. 351 § 1 kpk to największe nieszczęście, jakie na mnie - po paru miesiącach przewodniczenia - spadło. Mam duży wydział, w wydziale wielkie sprawy, wieloosobowe, skomplikowane. Jest ich mało, bo sędzia prowadzi spraw z dziesięć jednocześnie. Otóż przy tak małym ilościowo wpływie nie działają prawa statystyki, tzw. prawa wielkich liczb. Co i raz to ktoś jest przeciążony, a ktoś niedociążony, bo na tego wypadają małe, a na tego duże. Kiedyś sprawa była prosta: miałeś dużą sprawę - następną dużą dostawał kto inny, a ty małą. A teraz, nawet jeśli pominę przeciążonego sędziego, to dużą sprawę dostanie za niego nie ten, który ma akurat luzy, tylko następny na liście.
Zanim wszedł ten przepis, nikt z kolegów (a jesteśmy zgranym wydziałem, no i nie mam w nim świeżych asesorów, bo to SO) nie miał do mnie pretensji o przydział spraw. Wszyscy byli równo obciążeni. A teraz: ten ma więcej, ten mniej, a czemu ja mam, a czemu on nie ma... Bo tej zasady przydzielania po kolei przestrzegam z żelazną konsekwencją, aby nikt mi nic nie mógł zarzucić. Wiedzą o tym wszyscy, przez 10 lat miałem tylko 3 wnioski o losowanie składu. Ale moge powiedzieć na pewno: spowalnia to bieg spraw o 10 - 15 %. Dlaczego? Mam skład pięcioosobowy 2+3, wypadający "z automatu" - i akurat dwoje kolegów za cholerę nie ma wspólnego wolnego terminu. A i urlopy biorą kiedy indziej.
Art. 351 § 1 kpk i tak jest już złagodzony, wywojowałem to w komisji sejmowej w 2002 r. Przedtem miałem taki przypadek: dostałem nowego sędziego i nie miał co sądzić. Nie wolno mi było zgodnie z przepisem przydzielić mu spraw poza kolejnością. Bo wtedy przepis pozwalał tylko na "ominięcie sędziego z powodu ważnej przeszkody", a nie jak teraz na wyjątek "z ważnej przyczyny". A jak można pominąć cały wydział? Zaparłem się, prezes ział na mnie ogniem, ja odbijałem treścią głupiego przepisu, (1. Prezes ma zawsze rację, 2. Gdy prezes nie ma racji patrz pkt 1) a potem pokazałem tę korespondencję komisji sejmowej. Za przestrzeganie tego przepisu prezes chce mnie prawie wyrzucić! - lamentowałem. Pomogło, dało się choć trochę złagodzić.
Ten przepis jest potrzebny tylko tam, gdzie ludzie nie mają zaufania do przewodniczących. Uwierzcie. A przed laty w rejonie mieliśmy specjalizacje w wydziale karnym: ten robił sprawy celne (mieliśmy przejścia graniczne), ten np. gwałty (facet, żeby oskarżony nie krzyczał że "sędzia kobieta to kobiecie tylko wierzy", a ja np. drogówki, bo na wypadkach się znałem i sprawy wieloosobowe, wieloczynowe. Miało to swoje wady: asesor po przyjściu do wydziału dostawał regularnie do sądzenia znęty... też przeszedłem przez ten czyściec. Ale generalnie naprawde się sprawdzało.
Dlatego powiem, że przy porządnych, uczciwych sędziach nie jest potrzebna żadna "zabawa w numerki".

5Misiek napisał w dniu 06.06.2008 o godzinie 15:16:55 :

Witam. Każdy Wydział ma swoją specyfikę, ale w cywilnym czy pracowniczym system numerkowy powinien być standardem. Przydział spraw na zasadzie "o uważaniu", czy "bo i tak sobie poradzi" jest niesprawiedliwy.
Kwestia okresu ochronnego. Jeżeli przychodzi "nowy" człowiek powinien dostawać sprawy se swojego numeru, ewentualnie wchodzi w cały zwolniony jeden referat, a nie w zbieranię wydziałowych trupów. Można mu też stworzyć referat z nowego wpływu, gdy nie przyszedł za kogoś. Potem juz tylko numerki.
Pozdrawiam.

joasmy01 napisał w dniu 19.09.2008 o godzinie 13:26:54 :

W cywilnym rzeczywiście system numerkowy się sprawdza, ale chyba w dużym wydziale, w małym (1-3) sędziów, to wystarczy czyjeś dłuższe zwolnienie lub urlop na miesiąc, by wszystko się zachwiało. Mając na uwadze nieśmiertelną statystykę, trudno czekać z wszystkimi sprawami, aż sędzia wróci...

Małgorzata napisał w dniu 20.09.2008 o godzinie 15:43:36 :

Miesiąc urlopu w małym wydziale? A dlaczego sprawy nie mają czekać, aż sędzia wróci? Wyjątek robimy tylko dla zabezpieczeń, bądź spraw, w których naprawdę konieczna jest pilna interwencja. A statystyka? Będzie niższa i co z tego?

suzana22 napisał w dniu 20.09.2008 o godzinie 17:53:38 :

"Małgorzata" napisał:

Miesiąc urlopu w małym wydziale? A dlaczego sprawy nie mają czekać, aż sędzia wróci? Wyjątek robimy tylko dla zabezpieczeń, bądź spraw, w których naprawdę konieczna jest pilna interwencja. A statystyka? Będzie niższa i co z tego?


Można też wstrzymać przydział spraw nowych sędziemu na czas dłuższego niż np. tydzień urlopu. Tym bardziej, że wszyscy przecież mamy prawie taką samą ilość urlopu w ciągu roku, więc nikt nie będzie faworyzowany niczyim kosztem. Tak to funkcjonowało w wydziale karnym sądu, gdzie pracowałam i nie było z tym żadnych problemów.

magda,n napisał w dniu 20.09.2008 o godzinie 19:43:24 :

U mnie w wydziale karnym PW nie przestrzega regulaminu urzędowania sądów powszechnych ani kpk.Panuje wolna amerykanka.Dlatego zastanawiamy się nad ułożeniem regulaminu przydzialu spraw żeby PW nie mógł się wykrętnie tłumaczyć z niesprawiedliwego przydziału spraw .

hittiti napisał w dniu 29.10.2008 o godzinie 22:37:49 :

"Po co waśnie, swary głupie? Wszak i tak skończymy w zupie" - jak rzecze klasyk. Moim zdaniem problem nie leży w kompetencjach przewodniczącego, lecz w ustawicznej ostatnio walką orzekajacych ze statystyką. W cywilizowanych krajach (far far away) Sędziego nie interesują inne sprawy poza tą, którą akurat ma na biurku. Dopiero gdy ją skończy, przynoszą mu następną sprawę. Jak to wygląda w tych innych krajach to wszyscy na tym forum doskonale wiedzą i do tego wzdychają. Wystarczy likwidacja, a przynajmniej zminimalizowanie nadzoru administracyjnego na niezawisłym orzekaniem, a znowu wszyscy beda lubić Przewodniczacych (których obowiązki, nota bene, być może przejmą referendarze). I znowu powróci zaufanie człowieka do ...

Krzych napisał w dniu 30.10.2008 o godzinie 07:36:49 :

"hittiti" napisał:

"W cywilizowanych krajach (far far away) Sędziego nie interesują inne sprawy poza tą, którą akurat ma na biurku. Dopiero gdy ją skończy, przynoszą mu następną sprawę.

I tak powinno być. "Pensum" powinno dotyczyć ilości spraw, które ma sędzia w bieżacym prowadzeniu. Reszta spraw czeka. Ta kolejka by wskazywała wprost na braki kadrowe.

vanilka napisał w dniu 30.10.2008 o godzinie 19:22:44 :

"Krzych" napisał:

"W cywilizowanych krajach (far far away) Sędziego nie interesują inne sprawy poza tą, którą akurat ma na biurku. Dopiero gdy ją skończy, przynoszą mu następną sprawę.


Ha - najbardziej podoba mi się "rzynoszą mu". Gdy lecę przez korytarz sądowy z górą akt, zza których mnie nie widać i ledwo to mogę w ogóle unieść - to zastanawiam się czy ktoś rozsądny patrząc z boku pomyślałby, że jestem sędzią. Raczej stawiałby pewnie na woźną. Niby praca umysłowa ....

jarocin napisał w dniu 30.10.2008 o godzinie 19:27:42 :

"vanilka" napisał:

"W cywilizowanych krajach (far far away) Sędziego nie interesują inne sprawy poza tą, którą akurat ma na biurku. Dopiero gdy ją skończy, przynoszą mu następną sprawę.


Ha - najbardziej podoba mi się "rzynoszą mu". Gdy lecę przez korytarz sądowy z górą akt, zza których mnie nie widać i ledwo to mogę w ogóle unieść - to zastanawiam się czy ktoś rozsądny patrząc z boku pomyślałby, że jestem sędzią. Raczej stawiałby pewnie na woźną. Niby praca umysłowa ....

Ja też mam u siebie taki system, że sędziowie noszą sterty akt do sekretariatu. Zamierzam jednak coś z tym zrobić, pomimo tego, że koleżanki i koledzy z wydziału, do którego dopiero teraz przyszedłem, już do tego przywykli. Starajmy się zmieniać tę rzeczywistość we własnym zakresie. Namawiam.

butada napisał w dniu 30.10.2008 o godzinie 19:39:02 :

U mnie próbowano, a i tak zostało po staremu ... :-(

sosna napisał w dniu 30.10.2008 o godzinie 19:48:53 :

u mnie nawet sama PW sobie dżwiga i nie protestuje.

gilgamesz napisał w dniu 30.10.2008 o godzinie 20:12:11 :

No ja tu mam problem bo dwójka zwykle jest kobietą, ale moja akurat sama nosi akta a ja co najwyżej jej czasem pomagam.

markosciel napisał w dniu 30.10.2008 o godzinie 20:48:07 :

"vanilka" napisał:

"W cywilizowanych krajach (far far away) Sędziego nie interesują inne sprawy poza tą, którą akurat ma na biurku. Dopiero gdy ją skończy, przynoszą mu następną sprawę.


Ha - najbardziej podoba mi się "rzynoszą mu". Gdy lecę przez korytarz sądowy z górą akt, zza których mnie nie widać i ledwo to mogę w ogóle unieść - to zastanawiam się czy ktoś rozsądny patrząc z boku pomyślałby, że jestem sędzią. Raczej stawiałby pewnie na woźną. Niby praca umysłowa ....

Ależ trochę wysiłku fizycznego dla pracowników umysłowych jest jak najbardziej wskazane

Dla zdrowotności oczywiście

suzana22 napisał w dniu 30.10.2008 o godzinie 21:30:45 :

"markosciel" napisał:

"W cywilizowanych krajach (far far away) Sędziego nie interesują inne sprawy poza tą, którą akurat ma na biurku. Dopiero gdy ją skończy, przynoszą mu następną sprawę.


Ha - najbardziej podoba mi się "rzynoszą mu". Gdy lecę przez korytarz sądowy z górą akt, zza których mnie nie widać i ledwo to mogę w ogóle unieść - to zastanawiam się czy ktoś rozsądny patrząc z boku pomyślałby, że jestem sędzią. Raczej stawiałby pewnie na woźną. Niby praca umysłowa ....

Ależ trochę wysiłku fizycznego dla pracowników umysłowych jest jak najbardziej wskazane

Dla zdrowotności oczywiście

I żeby się nie czuli wyobcowani ze środowiska ludzi ciężko pracujących

sosna napisał w dniu 30.10.2008 o godzinie 21:46:31 :

"anpod" napisał:

u mnie nawet sama PW sobie dżwiga i nie protestuje.


sosna, ale chyba nie rzecz w tym, ze ktoś nie protestuje..

ja sobie sama nosze akta od zawsze, czasem poproszę o przyniesienie mi czegos z sekretariatu..

zwykle uwazalam, ze czapka mi z glowy nie spadnie i to zaden problem...

ale teraz coraz bardziej zaczynam podchodzic formalnie do pewnych rzeczy...tak, jak nie bede sadzic , chodzic do pracy chora, tak uwazam, ze nasza praca powinna być tak zorganizowana, zebysmy nie musieli sie z tomiszczami po korytarzach błakac ...
anpod masz oczywiście rację!

Bądź na bieżąco

Subskrybuj nasz bezpłatny newsletter, a będziesz na bieżąco z nowymi ogłoszeniami i komunikatami;
o spadkach, zasiedzeniach nieruchomości, depozytach sądowych, terminach rozpraw, wyrokach.

Podaj swój e-mail i otrzymuj najnowsze ogłoszenia bezpośrednio na swoją skrzynkę pocztową.

Przesyłając swój adres e-mail, zgadzam się na przetwarzanie przez Fundację ProPublika - KRS 0000595424 - podanych przeze mnie danych osobowych (e-mail) w celu otrzymywania zamówionego Newslettera.
Przyjmuję do wiadomości, że podanie danych jest dobrowolne oraz że przysługuje mi prawo dostępu do ich treści oraz ich poprawiania.