Wtorek 03 sierpnia 2021 Wydanie nr 4908

Cywilne materialne

niedoubezpieczenie

Cezary Orłowski napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 16:41:12 :

Witam Wszystkich,

W chwili obecnej, jako pracownik Biura Rzecznika Ubezpieczonych, pracuję nad zagadnieniem stosowania przez zakłady ubezpieczeń zasady proporcjonalności (reguły proporcji) przy niedoubezpieczeniu przedmiotu ubezpieczenia w świetle art. 824 § 1 k.c.

Zasada proporcjonalności związana jest z niedoubezpieczeniem przedmiotu ubezpieczenia. Zakłady ubezpieczeń stosują daną zasadę, gdy ubezpieczający podał do wiadomości ubezpieczyciela - przy zawarciu umowy - jako sumę ubezpieczenia zaniżoną wartość rzeczy w stosunku do jej rzeczywistej wartości określonej w dniu zaistnienia szkody. Odszkodowanie ubezpieczeniowe ulega wówczas zmniejszaniu w takiej proporcji, w jakiej suma ubezpieczenia mienia pozostawała do wartości przedmiotu ubezpieczenia w dniu powstania szkody.

Poszukuję poglądów na ten temat, zarówno za, jak i przeciw stosowaniu zasady proporcji przy niedoubezpieczeniu. Jestem więc ciekawy Waszej opinii w tej sprawie.
Oczywiście, służę także pomocą w tym aspekcie sprawy z uwagi na prowadzoną przez Rzecznika Ubezpieczonych bazę orzecznictwa oraz obecnie prowadzoną pracę nad wnioskiem do Sądu Najwyższego o podjęcie uchwały rozstrzygającej rozbieżności dot. rozstrzygnięć sądów powszechnych powstałych na tym tle.

Włóczykij napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 18:37:10 :

nie miałam kazusu,
zastanawiam się, jakie są przeciw tej zasadzie wypłaty proporcjonalnej
inna opcja, to opłata składki od częsci niedoubezpieczonej ?
ale to mnie nie przekonuje
rozumiem, że kwestie kto odpowiada za zaniżenie wartości, tutaj nie jest poruszana (czyli taki argumnet, że jak ubezpieczyciel przyjął podaną wartość, tzn. ją akcpetował jako właściwą)

falkenstein napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 18:47:36 :

Ja uważam, że jak ktoś ubezpieczył pół samochodu to powinien dostać też pół odszkodowania.

gilgamesz napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 20:21:25 :

"falkenstein" napisał:

Ja uważam, że jak ktoś ubezpieczył pół samochodu to powinien dostać też pół odszkodowania.


...zależy które pół ubezpieczył... a tak poważniej:


wydaje mi się, że więcej argumentów przemawia za przyjęciem, że to tylko ogranicza sumę ubezpieczenia. W konsekwencji w razie np. ubezpieczeń komunikacyjnych i kradzieży ubezpieczony otrzyma nie więcej niż wartość przyjętą przy zawieraniu umowy,ale już w razie uszkodzenia nie prowadzącego do szkody całkowitej nie widzę podstaw, by ubezpieczony otrzymał tylko część odszkodowania.

Włóczykij napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 20:31:58 :

może gilgameszu tu właśnie powstają problemy tej kwestii, że jest klauzula, że w takich sytuacjach każde odszkodowanie podlega miarkowaniu
za obroną miarkowania byłoby to, że składkę płacimy od wartości samochodu, czyli choć szkoda czy w droższym czy w tańszym samochodzi to wciąż szkoda o tym zakresie (czyli tymi samym częściami w tym samym zakładzie naprawiana), ale może jednak trzeba mieć na uwadze, że jednak wartość pojazdu ma wpływ na wartość takiej szkody (że jednak droższy samochód spowoduje droższą naprawę) - to już takie teoretyzowanie,
może jeszcze tak - może chodzi też o jakąś ekwiwaletność, no bo skoro zasadą jest oblicznie składki w uzależnieniu od samochodu, to ubezpieczyciel oczekuje zarobku na takiej składce, a za to daje taką i taką ochronę, a tak to ktoś zapłaci mniej (sam sobie zrobi upust zaniżeniem wartości), a sam chce otrzymywać pełnowartościowe odszkodowanie - w takiej sytuacji takie spojrzenie broniłoby tego typu klauzulę w owu

Johnson napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 20:54:35 :

Ja jak Gilgamesz

ropuch napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 20:57:55 :

Nie widzę powodu do takiego patrzenia na klauzulę niedoubezpieczenia. Moim zdaniem jest oan niedopuszczalna. Zasadą jest, że odszkodowanie jest równe wysokości szkody, nie wyższej niż suma ubezpieczenia. I wartość auta nie ma tu nic do rzeczy bo składka jest obliczana od sumy ubezpieczenia, a nie wartości auta. Z reszta wartośc auta ustala sam ubezpieczyciel, a w każdym razie może ja zweryfikować i przy zachowaniu należytej staranności powinien.

A zysk ubezpieczyciela winien wynika z różnicy pomiędzy ilością pobranych składek, a powstałych zdarzeń ubezpieczeniowych. Jeżeli ubezpieczyciel niewłaściwie oceni ryzyko ubezpieczeniowe albo świadomie zaniża w celach komercyjnych składki to nie widze powodów żeby kompensował to sobie kosztem klientów stosując tego typu dziwne klauzule.

falkenstein napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 21:09:10 :

Ale pomyślcie o czymś takim


1. Ktoś podaje wartość 10.000 zł
2. Ubezpieczyciel szacuje że ryzyko wystąpienia szkody całkowitej wynosi X, więc ryzyko, że będzie musiał wypłacić 10.000 zł także wynosi X
3. W oparciu o taki szacunek ubepzieczyciel ustala składkę ubezpieczeniową adekwatną do ryzyka.
4. Samochód ma wypadek. szkoda wynosi 10.000 zł
5. Okazuje się, że wart był nie 10.000 zł a 20.000 zł a zatem szkoda nie jest szkodą całkowitą tylko szkodą 50%


A teraz pytanie za 100 punktów. Czy szkoda 50% jest tak samo prawdopodobna jak szkoda 100%? To znaczy czy dla ubezpieczyciela ryzyko tego, że będzie musiał wypłacić 10.000 zł jest takie samo w wypadku, gdy kwota ta odpowiada szkodzie 50% i gdy jest to równoznaczne szkodzie całkowitej? Moim zdaniem nie, bo im większa szkoda, tym mniejsze ryzyko jej zaistnienia.

Zastosujmy rozumowanie ad absurdum. Załóżmy że ktoś ubezpiecza swoje Ferrari i podaje wartość 10.000 zł. Parę dni później ktoś przerysowuje mu drzwi gwoździem. Szkoda 10.000 zł. Czy tu też uważacie, że powinien dostać te 10.000 zł, bo taka jest suma ubezpieczenia?

Włóczykij napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 21:17:32 :

Falk przez skrajności pokazał, to co miałam w głowie pisząc, ale zrezygnował z takiej opcji obrazowanie
jednak tu mamy ocenić dopuszczalność danej klauzuli m.in. w kontekście dobrych obyczów, a zatem jednak byłoby coś w tym, by pozwolić ubezpieczycielowi na taką klauzulę, niech to też motywuje ubezpieczonego przy zawieraniu umowy (ludzie tu miewają jednak inne pomysły przy zawieraniu umowy, bo chcą zapłacić jak najmniej, a potem dostać jak najwięcej i oczywiście przy tej dyskusji trzeba odejśc od opcji co krwiopijcy ubezpieczyciele)
oczywiście gorzej jak na etapie procesu zacznie się jazda, bo sobie pełnomocnik wymyśli, że na tym zarzucie coś ugra w sprawie i zacznei drążyć, że wartość z umowy jest zaniżona (a jeszcze gdy nie chodzi o jakąś istotną różnicę)
no i jednak oponowałby globaliacji rachunku ubezpieczyciela, jednak chodzi o rozwiązanie in concerto, a nie całości działalności

Johnson napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 21:23:02 :

"falkenstein" napisał:


Zastosujmy rozumowanie ad absurdum. Załóżmy że ktoś ubezpiecza swoje Ferrari i podaje wartość 10.000 zł. Parę dni później ktoś przerysowuje mu drzwi gwoździem. Szkoda 10.000 zł. Czy tu też uważacie, że powinien dostać te 10.000 zł, bo taka jest suma ubezpieczenia?


Oczywiście że powinien dostać 10000 zł. I nie rozumem czemu to miałoby być absurdalne.
Ale przede wszystkim to jest AC więc mogą być tak jak obydwie strony chcą.

I myślę że profesjonalny zakład ubezpieczeń ma ludzi by mu składki prawidłowo obliczyli.

Jakoś w odwrotnej sytuacji - czyli ubezpieczam na 20k PLN, płace składkę od tej sumy ubezpieczenia, a potem okazuje się że dostaje odszkodowanie 15k PLN, bo tyle realnie był wart mój samochód to zakład ubezpieczeń nie pcha się nawet ze zwrotem nadmiernie pobranej składki.

falkenstein napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 21:48:05 :

Moim zdaniem bezpodstawnie pomijasz kwestię szacowania ryzyka, które ma wpływ na wysokość składki.

Ryzyko wystąpienia szkody całkowitej jest znacznie mniejsze niż ryzyko wystąpienia szkody drobnej, na przykład takiego przerysowania drzwi. Więc jest zasadnicza różnica pomiędzy ryzykiem że trzeba będzie zapłacić 10.000 zł w razie skasowania samochodu, i ryzykiem, że trzeba będzie zapłacić 10.000 zł w razie przerysowania drzwi. W tym drugim przypadku składka byłaby zapewne znacznie wyższa. A jak się chciało przyoszczędzić to pretensje należy mieć do siebie a nie udawać pokrzywdzonego przez Złego Ubezpieczyciela

Johnson napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 21:50:51 :

"falkenstein" napisał:


Moim zdaniem bezpodstawnie pomijasz kwestię szacowania ryzyka, które ma wpływ na wysokość składki.


Ale co miałoby mnie to obchodzić? Niech zakład ubezpieczeń się martwi jak to policzyć. A jak nie umie policzyć to niech się zajmie czym innym.

ropuch napisał w dniu 22.06.2012 o godzinie 22:41:50 :

Falky wybacz ale to co piszesz to jest postawienie sprawy na głowie. Jak świat światem odszkodowanie równe było wysokości szkody do wysokości sumy ubezpieczenia.

Niedoubezpieczenie to nic innego jak próba maksymalizacji zysków zakłdu ubezpieczeń kosztem klientów. I wynika z tego, że ludzie przestali być głupi i płacic składki od sum ubezpieczenia których i tak nigdy nie dostaną.

Cezary Orłowski napisał w dniu 25.06.2012 o godzinie 18:16:49 :

zastanawiam się, jakie są przeciw tej zasadzie wypłaty proporcjonalnej
inna opcja, to opłata składki od częsci niedoubezpieczonej ?
ale to mnie nie przekonuje
rozumiem, że kwestie kto odpowiada za zaniżenie wartości, tutaj nie jest poruszana (czyli taki argumnet, że jak ubezpieczyciel przyjął podaną wartość, tzn. ją akcpetował jako właściwą)


Argumenty za stosowaniem proporcji przy niedoubezpieczeniu na które najczęściej powołują się ubezpieczyciele:
- uregulowanie niedoubezpieczenia w kodeksie morskim art. 302 § 4 k.m., zgodnie z którym, w przypadku gdy suma ubezpieczenia określona w umowie jest niższa od wartości ubezpieczenia, ubezpieczyciel odpowiada za szkody w stosunku, w jakim pozostaje suma do wartości ubezpieczenia, i na tej podstawie twierdzenie o dopuszczalności stosowania zasady proporcji. Zaś przemilczenie niedoubezpieczenia i zasady proporcji na gruncie kodeksu cywilnego tłumaczone jest jako pozostawienie przez ustawodawcę tego aspektu do uregulowania stronom umowy w ramach przyznanej im swobody kontraktowej;
- odejście od zasady proporcji oznaczałoby kres ubezpieczenia na sumy stałe na rzecz ubezpieczenia na pierwsze ryzyko (tzn. najprościej rzecz ujmując; nie określamy sumy ubezpieczenia poprzez przyjęcie wartości rzeczy lecz bierzemy pod uwagę wartość przewidywanej szkody i tą przyjmujemy jako SU);
- zasada proporcji uzasadniana jest tzw. teorią intensywności ryzyka, którą w sposób obrazowy przedstawił falkenstein. Wówczas ryzyko szkody całkowitej, widziane oczami ubezpieczyciela, jest większe przy niedoubezpieczeniu niż pełnym ubezpieczeniu.

Argumenty przeciw:
- reguła proporcji narusza zasadę ekwiwalentności świadczeń, ubezpieczający za określoną wysokość składki uzyskuje gwarancję świadczenia ubezpieczeniowego do wysokości SU, zaś zakład ubezpieczeń za tę składkę zobowiązuje się spełnić świadczenie najdalej do wysokości SU. Stosowanie zasady proporcji oznacza w praktyce, że ubezpieczyciel nie bierze pod uwagę ryzyka wypłaty całej SU wobec czego w tym zakresie ryzyko to nie jest skalkulowane;
- pominięcie w k.c. zasady proporcji, zaś z drugiej strony uregulowanie jej w k.m. wskazuje na celowość takiego rozwiązania uzasadniającą niedopuszczalność stosowania zasady proporcji w umowach ubezpieczeń;
- stosowanie zasady proporcji jest krzywdzące w obrocie konsumenckim, gdyż prawidłowa wycena poszczególnych składników majątku, np. dom, samochód itd. często wymaga specjalistycznej wiedzy z dziedziny rzeczoznawstwa majątkowego, co siłą rzeczy prowadzi do niedoubezpieczenia, zaś „nagrodą” jest zasada proporcji.

Włóczykij napisał w dniu 25.06.2012 o godzinie 18:49:29 :

ciekawie wyargumentowane
po dalszym rozważaniu zagadnienia, jakoś dziś miałam moment okazji, doszłam do takiej jednak konkulzji, że skoro spotykają się dwie strony umowy, a wycena jest jednak problemem, to w tej sytuacji skoro uzgadniają jakąś wartość w umowie, to należałoby by przyjąć, że jest ona właściwa i obowiązująca, a jeżeli przy zawieranu umowy nie mogą tu dojść do porozumienia, no to trudno - nie zawierają umowy
za tym rozwiązaniem przemawia właśnie uczynienie tej umowy pewną, by na wypadek szkody nie brnąć w te zabawy z niedoubezpieczniem, następnie wspomniany problem wyceny (czyli jak któraś ze stron coś przy tym chce grzebać, to niech grzebie przy zawieraniu umowy, a nie na wypadek sporuy wraca do korzeni, co oznaczałoby takie - no zawieramy umowę, a potem się zobaczy)
czyli ta opcja wpisuje się jednak w te argumnety z odwołaniem do umowy, ochrony konsumenta i problemu wiedzy specjalistycznej (ubezpieczyciele też przecież nie są na to przygotowani, no bo jak by to zawieranie umowy wyglądało, że wszystko z eksperetm, choć oczywiście przy niektórych umowach tak bywa, ale to już przypadki specjalne, a tu jednak mówimy o powszechnych umowach)

zastanawia mnie jednak przyjęcie tej zasady w kodeskie morskim, bo tam jednak jest duża tradycja i jakoś ta regulacja kojarzy mi się z dużym, szacownym dorobkiem, bo z doświadczeniem międzynarodowym, latami pratyki oraz rozsadku, jaki wiąże się z tym, co na morzu i tu bym była ciekawa stanowiska prof. J.Młynarczyka (kiedyś Uniw. Gdańsk, dziś ponoć jakaś prywatna uczelnia), który z wielkim wyczuciem właśnie o tym dorobku prawa morskiego potrafił uczyć

nie przepadam za budowaniem wnioskowań, że jak w km jest, to czy w kc powinno być, przy tym to jednak dwa odrębne kodeksy i tylko do rozważania w kontekście, czy sprawdzone rozwiązania wykorzystać z km w kc bym dopuszczała, a nie z racji porównań systemowo-strukturalnych

wychodzi jednak chyba na to, że ta klazula niedoubezpieczenia jest bardzej wytrychem ubezpieczeniowym , tak jak prawnicy chwalą się, jak sprytnie udało im sie ułożyć te szczególne klazule wyłaczające odpowiwedzialność (umknęła mi ich b. znana nazwa niestety na ten moment)

oczywiście suma ubezpieczenia jako górna granica odpowiedzialności

Cezary Orłowski napisał w dniu 26.06.2012 o godzinie 11:28:41 :

skoro spotykają się dwie strony umowy, a wycena jest jednak problemem, to w tej sytuacji skoro uzgadniają jakąś wartość w umowie, to należałoby by przyjąć, że jest ona właściwa i obowiązująca, a jeżeli przy zawieranu umowy nie mogą tu dojść do porozumienia, no to trudno - nie zawierają umowy
za tym rozwiązaniem przemawia właśnie uczynienie tej umowy pewną, by na wypadek szkody nie brnąć w te zabawy z niedoubezpieczniem, następnie wspomniany problem wyceny (czyli jak któraś ze stron coś przy tym chce grzebać, to niech grzebie przy zawieraniu umowy, a nie na wypadek sporuy wraca do korzeni, co oznaczałoby takie - no zawieramy umowę, a potem się zobaczy)


Tak, na tym właśnie polega zasada umowy ubezpieczenia rozumiana jako kontrakt najwyższego zaufania. Niestety, ubezpieczyciele zapominają o niej.
Praktyka polegająca na sprawdzaniu na etapie realizacji umowy, co było brane pod uwagę na etapie jej zawierania, w sposób oczywisty narusza powyższą zasadę.

Wracając do genezy rozwiązań niedoubezpieczenia i zasady proporcji myślę, że należy mieć na uwadze fakt, że umowa ubezpieczenia w pełni wykształciła się w czasach, gdy prym ekonomiczny wiodła burżuazja (XVIII i XIX w.) a konsument jeszcze nie istniał. Wówczas umowa ubezpieczenia nie była tak powszechna i dotyczyła raczej wyższych warstw społeczeństwa. Stąd też częste na tamten czas zawieranie umów w trybie rokowań, z czasem wyparte przez umowy adhezyjne.
Wyobrażam sobie i zakładam, że np. taki Wokulski, prowadząc działalność handlową znał b. dobrze uwarunkowania ekonomiczne i posiadał pełną wiedzę co do zasad wyceny poszczególnych składników majątkowych, tym wartość swojego sklepu. Zatem ubezpieczał swój majątek według własnego doświadczenia i wiedzy, gdzie suma ubezpieczenia odpowiadała wartości rzeczywistej bądź odtworzeniowej. Zaś niedoubezpieczenie było zjawiskiem związanym z działaniem zamierzonym po stronie ubezpieczających mającym na celu obniżenie składki. Stąd też obrona ubezpieczycieli w postaci zasady proporcji.
Natomiast w obecnych czasach, wydaje mi się, że trzeba uwzględnić specyfikę rynku konsumenckiego, gdyż przeciętny Kowalski nie jest wyposażony w programy eksperckie do sporządzania wycen na etapie zawierania umowy, nie zna instytucji prawa ubezpieczeniowego, nie wie np. co oznacza wartość odtworzeniowa i zazwyczaj podaje do ubezpieczenia wartość rzeczywistą nieruchomości, co później implikuje problemy związane z zasadą proporcji. Z drugiej zaś strony jest ubezpieczyciel – profesjonalista wyposażony w zaplecze logistyczne, kadrowe, narzędzia do sporządzania wycen. Ten brak równowagi, niestety, znajduje swój wydźwięk właśnie w przypadku niedoubezpieczenia i zasady proporcji. Stąd też myślę, że w obrocie konsumenckim zasada proporcji po prostu jest nieuczciwa, zaś w umowach zawieranych pomiędzy przedsiębiorcami z uwagi na uwarunkowania historyczne może być dopuszczalna pod warunkiem jej przejrzystego uregulowania.
Wracając do Kodeksu morskiego, istotne jest to, że regulacja ta dotyczy stosunku ubezpieczenia, gdzie co do zasady stronami są profesjonalista armator – profesjonalista ubezpieczyciel. Rozwiązanie to jest przede wszystkim uwarunkowane historycznie, nie uwzględnia więc, bo nie może, aspektu prawa konsumenckiego.

Włóczykij napisał w dniu 26.06.2012 o godzinie 21:40:31 :

dla omawianego zagdanienia warto by było bardziej właśnie oddzielić ten aspekt, gdy ubezpiczyciel spotyka się z profesjonalistą, ale takim typu powiedzmy ok. Wokulskim , bo tam wtedy bywają ubezpieczenia szyte na miarę i tu owu już inaczej, jesli już będą (aktualizują się pewnie postanowienia indywidualnienegocjowane)
z drugiej strony wskażę na ubezpieczenia do zawierania przez internet, no i masą podobnych, gdzie spotyka się klient i przedstawiciel ubezpiczyciela w jakieś typowej umowie dla każdego, bo pewnie to stanowi główną problematykę poruszanego zagdanienia, no i inaczej wtedy można rzecz oceniać (co i w sumie wynika z wcześniejszych tu zapisanych wątków)

Bądź na bieżąco

Subskrybuj nasz bezpłatny newsletter, a będziesz na bieżąco z nowymi ogłoszeniami i komunikatami;
o spadkach, zasiedzeniach nieruchomości, depozytach sądowych, terminach rozpraw, wyrokach.

Podaj swój e-mail i otrzymuj najnowsze ogłoszenia bezpośrednio na swoją skrzynkę pocztową.

Przesyłając swój adres e-mail, zgadzam się na przetwarzanie przez Fundację ProPublika - KRS 0000595424 - podanych przeze mnie danych osobowych (e-mail) w celu otrzymywania zamówionego Newslettera.
Przyjmuję do wiadomości, że podanie danych jest dobrowolne oraz że przysługuje mi prawo dostępu do ich treści oraz ich poprawiania.