Czwartek, 23 maja 2024
Dziennik wyroków i ogłoszeń sądowych
Rej Pr. 2512 | Wydanie nr 5932
Czwartek, 23 maja 2024

Forum sędziów

Odszkodowanie za zalane mieszkanie

komo21
10.03.2008 19:48:08

Sprawa przedstawia się następująco: Pozwany mieszkający na górze zalał powoda, który wniósł o zasądzenie na jego rzecz odszkodowania w wysokości 10.000 zł. Powód twierdzi, że wyniku częstych zalań jego mieszkanie jest zdewastowane (zdjęcia -grzyb), z kolei pozwany przyznaje się tylko do jednego zalania, które w żadnej mierze nie mogło spowodować tak rozległych skutków. Problem sprowadza się do tego, że pozwany mieszkający na górze nie posiada kanalizacji i zmuszony jest nosić dla całej rodziny wodę. Proponował powodowi założenie kanalizacji (sfinansowanie jej), lecz rury z góry przebiegałyby przez mieszkanie powoda. Ten nie wyraził na to zgody. Wobec powyższego, czy w tej sytuacji należałoby zasądzić żądaną kwotę w ramach odszkodowania, czy raczej zastanowić się nad przyczynieniem sie pozwanego i jego winy, bowiem on chciał zapobiec przyszłym zalaniom (kanalizacja), na co powód nie wyraża zgody. Czy sąd w tym wypadku winien powołać biegłego, który byłby w stanie ocenić rozmiar szkody i intensywność zalania (czy jedno zalanie mogło spowodować takie zniszczenie), czy raczej to nie leży już w gestii sądu, bowiem strony nie wnosiły o jego powołanie. Jednocześnie nie wiem czy w tym przypadku zasady współżycia miałyby istotny wpływ. Niewątpliwie powód odniósł szkodę, jednak jego przyczynienie się (definitywny brak zgody na kanalizację) może prowadzić w przyszłości do kolejnych nieporozumień. Co Wy na to?Czy mieliście podobne przypadki?

tombialka
10.03.2008 20:23:43

Powód musi wykazać szkodę czyli to co zostało zniszczone w wyniku zalania. Musi też ewentualnie wykazać, że było więcej niż jedno zalanie. To jego zmartwienie. Przyznany i nie wymagający dowodu jest tylko fakt 1 zalania i zwykłe skutki takiego zdrazenia. Brak jest podstaw do powoływania z urzędu biegłego mamy kontradyktoryjność. Co do tej kanalizacji to nie widzę związku. Nawet jak się nie ma kanalizacji to nie wolno rozlewać wody.

P
10.03.2008 23:23:12

Pewnie chodzi o to, że brudna woda wylała się z jakiegoś kubła albo coś w tym stylu. Jeśli tak, to odmowa zgody na poprowadzenie kanalizacji miałaby związek ze sprawą.

Tak jak napisał kolega powyżej: czekasz, co Ci powód udowodni, żadnych dowodów z urzędu nie powołujesz. Nie jest to sprawa życia i śmierci, żeby Sąd działał z urzędu - to muszą być naprawdę zupełne wyjątki.

A ten związek między zalaniem mieszkania a odmową kanalizacji - jest to kwestia Twojej sędziowskiej oceny i Twojego sędziowskiego sumienia. Musisz zrobić tak, żeby było sprawiedliwie. To się nazywa prawdziwe sądzenie, a nie odczytywanie paragrafów.

ubilexibi
11.03.2008 09:18:36

A w ogóle to temat do prawa materialnego.

komo21
11.03.2008 13:51:31

W poprzednim wątku nie podałem wielu okoliczności dotyczących zalanego mieszkania. Otóż dodam, że istnieje przypuszczenie (prowadzone postępowanie przez Prokuraturę zostało jednak umorzone z uwagi na niewykrycie sprawcy), że to powód zniszczył rury kanalizacyjne, poprzez ich wycięcie, z uwagi na to, że zamarzły w jego mieszkaniu - było to jeszcze przed wprowadzeniem sie na góre pozwanych. Jednoczesnie toczyły sie postępowania administracyjne, gdzie nakazano powodowi odtworzenie znajdujących sie poprzednio rur kanalizacyjnych. Decyzje nie są prawomocne,z uwagi na składane odwołania. Jednocześnie dodam, że z uwagi na brak kanalizacji pozwani nosili wodę, bądź nastawiali wiadro na kilka dni by naleciała woda. Główny zawór znajdował sie w mieszkaniu powoda, który puszczając wode informował wszystkich sąsiadów, oprócz pozwanych (skłóceni). Dlatego do pierwszego zalania doszło w sytuacji, kiedy pozwani nie zdawali sobie sprawy, że mogą zalać powoda (nie wiedzieli o ty, że woda jest włączona).Pozwani decyzja Inspektora Budowlanego zostali zobligowani do doprowadzenia do pewnego stopnia rur, co uczynili, zas pozostałe miał doprowadzić sam powód. Nie uczyniła tego. W związku z tym stanem faktycznym, co należałoby zrobić: czy zasądzić na rzecz powóda dochodzona kwotę? Ja skłaniam się raczej do wzięcia pod uwage stopnia przyczynienia się powoda do zalania jego mieszkania. Co w takim razie z odpowiedzialnościa pozwanych,którzy nieświadomie przyczynili się do zalania mieszkania?Bezspornym jest, że szkoda powstała i należy ją naprawić, ale czy zasądzając część kwoty czy raczej całość?

P
12.03.2008 22:14:04

Komo21, bez obrazy, ale nikt Ci tu nie powie, jakiej treści wyrok masz wydać. To jest tylko i wyłącznie Twoja decyzja i Twoja odpowiedzialność. Możemy ci przedstawić różne punkty widzenia na problem, ale właśnie - na problem, nie na konkretną sprawę.

Jeżeli wolno coś doradzić technicznie: jeżeli masz problem z rozstrzygnięciem, to zacznij je od końca - od napisania uzasadnienia, takiego szkolnego, po kolei: żądania i twierdzenia stron, punkty sporne, ocena dowodów, ustalenia faktyczne, subsumpcja. To jest pracochłonne, ale systematyzuje całą sprawę (w każdym razie mnie), a wnosząc z opisanego zachowania stron, uzasadnienie i tak będziesz pisać, niezależnie od treści rozstrzygnięcia.

No i rzeczywiście, to jest temat do działu o prawie materialnym.

barbara
28.03.2008 23:12:37

"komo21" napisał:

W poprzednim wątku nie podałem wielu okoliczności dotyczących zalanego mieszkania. Otóż dodam, że istnieje przypuszczenie (prowadzone postępowanie przez Prokuraturę zostało jednak umorzone z uwagi na niewykrycie sprawcy), że to powód zniszczył rury kanalizacyjne, poprzez ich wycięcie, z uwagi na to, że zamarzły w jego mieszkaniu - było to jeszcze przed wprowadzeniem sie na góre pozwanych. Jednoczesnie toczyły sie postępowania administracyjne, gdzie nakazano powodowi odtworzenie znajdujących sie poprzednio rur kanalizacyjnych. Decyzje nie są prawomocne,z uwagi na składane odwołania. Jednocześnie dodam, że z uwagi na brak kanalizacji pozwani nosili wodę, bądź nastawiali wiadro na kilka dni by naleciała woda. Główny zawór znajdował sie w mieszkaniu powoda, który puszczając wode informował wszystkich sąsiadów, oprócz pozwanych (skłóceni). Dlatego do pierwszego zalania doszło w sytuacji, kiedy pozwani nie zdawali sobie sprawy, że mogą zalać powoda (nie wiedzieli o ty, że woda jest włączona).Pozwani decyzja Inspektora Budowlanego zostali zobligowani do doprowadzenia do pewnego stopnia rur, co uczynili, zas pozostałe miał doprowadzić sam powód. Nie uczyniła tego. W związku z tym stanem faktycznym, co należałoby zrobić: czy zasądzić na rzecz powóda dochodzona kwotę? Ja skłaniam się raczej do wzięcia pod uwage stopnia przyczynienia się powoda do zalania jego mieszkania. Co w takim razie z odpowiedzialnościa pozwanych,którzy nieświadomie przyczynili się do zalania mieszkania?Bezspornym jest, że szkoda powstała i należy ją naprawić, ale czy zasądzając część kwoty czy raczej całość?



Aby zasądzić odszkodowanie musisz ustalić przede wszystkim winę pozwanych , a ja tu winy nie widzę skoro powód odkręcał zawór nie informując pozwanych tym samym sam wyrzadził sobie szkodę

[ Dodano: Pią Mar 28, 2008 11:16 pm ]
poza tym powód nie wykonał ciążącego na nim obowiązku w zakresie doprowadzenia rur , to też przemawia za brakiem winy pozwanych . Bez winy nie ma odszkodowania , a trudno wymagać od pozwanych by wchodzili nieproszeni do mieszkania powoda i sprawdzali czy wykonał rury .

hilda
29.03.2008 15:47:02

Zgadzam się merytorycznie z barbarą, a technicznie z P. Metoda, którą proponuje jest skuteczna i wcale nie taka pracochłonna- po prostu odwraca pewne rzeczy w czasie. Mam takie stałe strony, chyba podobne charakterologicznie- ostatnio jedni drugich pozbawili dostępu do szamba i trzeba było działać szybko Ale nastęonym razem poczytam sobie poważnie o mediacji.

art_60
30.03.2008 11:52:25

Hildo! Jeśli strony uczynią z konfliktu fomułę na sąsiedzkie współżycie to mocno wątpliwe jest aby mediacja coś pomogła i szkoda wtedy na nią czasu. Też mam takie strony, stałych bywalców sądowych, takie ,,generatory spraw" i przekonałem się że dopóki się nie zmęczą psychicznie bądź finansowo, to nic ich nie zatrzyma. Nieraz się zastanawiam na ile byłyby skuteczne przepisy o mediacji w sporze Kargula z Pawlakiem?

Maciejka
15.09.2008 06:46:14

Witam
mam tez sprawe dotyczaca zalania, powodowy zaklad ubezpieczen pozywa osobe, ktorej przysluguje spoldzielcze wlasnosciowe prawo do lokalu i spoldzielnie, w ktorej zasobach jest budynek. z materialu wynika, ze bezposrednia przyczyna zalania bylo pekniecie wezyka w lokalu mojej pozwanej, ale reakcja byla dosc szybka. Nie dalo sie jednak zakrecic zaworow glownych w piwnicy budynku i dlatego dopiero po 2 godz. przestala plynac strumieniami, przez lokale ubezpieczonych, woda.
Moje pytanie: zasadzam solidarnie czy badam (jest taki wniosek o bieglego) w jakim stopniu kazdy z pozwanych przyczynil sie do powstania szkody?

Johnson
15.09.2008 07:23:19

"Maciejka" napisał:


Moje pytanie: zasadzam solidarnie czy badam (jest taki wniosek o bieglego) w jakim stopniu kazdy z pozwanych przyczynil sie do powstania szkody?


Zakładając winę obydwu pozwanych - choć z opisu budzi wątpliwość wina zamieszkującej - to oczywiście solidarnie - art. 441 §1 kc. Kwestia kto i w jakim stopniu się przyczynił do powstania szkody to tylko na potrzeby regresu w innym postępowaniu (art. 441 §2 kc).

Oczywiście powód nie musi korzystać z solidarności, więc jakby to jednak był wniosek powoda (można być tak głupim by taki wniosek złożyć?) to trzeba by badać kwestię przyczynienia.

Maciejka
16.09.2008 07:00:38

Dzieki. Wlasnie, wniosek o bieglego co do zakresu przyczynienia tez i o tyle dziwny, ze zgloszony przez strone powodowa, ktora do tej pory domaga sie zasadzenia solidarnie...

Johnson
16.09.2008 08:26:03

"Maciejka" napisał:


ze zgloszony przez strone powodowa, ktora do tej pory domaga sie zasadzenia solidarnie...


Jedynym rozsądnym tłumaczeniem wydaje się to że wniosek ten zmierza nie do udowodnienia stopnia przyczynienia się, lecz w istocie rzeczy winy - tego czy każdej ze stron można przypisać winę. Bo tylko to wydaje mi się istotne.

kreaounds
19.07.2009 o 12:45

Dobry wieczór Panie i Panowie Sędziowie!
Potrzebuję Waszej pomocy w sprawie, której jestem stroną. (Jeśli administrator przesunie mój wątek do działu Help for student nie obrażę się…) 🙏🏻

Sprawa rzecz jasna cywilna.

Otrzymałem wyrok pierwszej instancji, mój „rofesjonalny pełnomocnik” nie spisał się. Jestem z niego niezadowolony i chcę mu cofnąć pełnomocnictwo, zabrać dokumenty i pójść dwie ulice dalej do innej kancelarii, ale nagli mnie termin na odwołanie. Nie chcę oczywiście, aby je pisał mój dotychczasowy pełnomocnik.

Jak wygląda zatem procedura zmiany pełnomocnika. Nowy adwokat musi w końcu zapoznać się z kilkoma tomami akt, a na to potrzeba czasu - czas na odwołanie biegnie…

Wiem, że termin na odwołanie jest określony w ustawie. Czy sąd w takim wypadku (zmiana pełnomocnika, który musi zapoznać się z aktami) może go wydłużyć? Jeśli tak, to o ile?

Darkside
19.07.2009 o 13:23

sorrki ale porad prawnych nie udzielamy ❌

kreaounds
19.07.2009 o 13:44

Po poradę prawną pójdę do nowego adwokata w poniedziałek, ale od Was chciałem się dowiedzieć czego mogę się spodziewać.

Co do porad prawnych. Gdybyście ich udzielali to na pewno zarobilibyście więcej niż w sądzie.

Pozdrawiam.

Darkside
19.07.2009 o 15:27

co innego pomoc w rozwiązywaniu kazusów na poziomie akademickim, co innego pomoc w konkretnej sprawie.