Dobry prawnik nie zawsze walczy o wszystko. Czego negocjacje uczą o relacji z klientem.
Prawnik nie zawsze wygrywa wtedy, gdy bierze wszystko. Czasem prawdziwa skuteczność polega na tym, żeby druga strona też mogła odejść od stołu bez poczucia porażki. Historia Allena Grubmana, legendarnego prawnika gwiazd, pokazuje, że w negocjacjach liczą się nie tylko argumenty, kontrakty i pieniądze, ale także wyczucie ludzi, emocji i momentu, w którym warto przestać naciskać.
Są prawnicy, którzy budują swoją pozycję liczbą paragrafów, długością pism i tonem, który od pierwszego zdania daje do zrozumienia: „proszę uważać, tu zaczyna się poważna sprawa”.
Są też tacy, którzy wiedzą, że w praktyce często ważniejsze od najdłuższej analizy jest jedno dobre zdanie, właściwy moment i umiejętność zrozumienia, czego druga strona naprawdę się boi.
Do tej drugiej kategorii należy Allen Grubman, jeden z najbardziej znanych prawników branży rozrywkowej w Stanach Zjednoczonych. W wywiadzie opublikowanym w „The Wall Street Journal” opowiada o swojej karierze, klientach, negocjacjach i podejściu do pracy. Wśród jego klientów były największe nazwiska muzyki i filmu, a sam Grubman został uhonorowany przez Rock & Roll Hall of Fame za wpływ na sposób, w jaki artyści negocjowali swoje kontrakty i zachowywali większą kontrolę nad twórczością.
Ale w tej historii najciekawsze nie są znane nazwiska. Najciekawsze jest to, co mówi ona o samym zawodzie prawnika.
Negocjacje to nie pojedynek
W powszechnym wyobrażeniu dobry negocjator to ktoś, kto „wyciska” z drugiej strony wszystko, co się da. Ma być twardy, nieustępliwy, szybki i bezwzględny. Najlepiej, żeby po spotkaniu druga strona miała poczucie, że przegrała.
Tyle że w prawdziwym życiu taki sukces bywa bardzo krótki.
Jeżeli jedna strona wychodzi z negocjacji z poczuciem triumfu, a druga z poczuciem upokorzenia, to sprawa rzadko kończy się naprawdę dobrze. Może dokument zostanie podpisany. Może przelew zostanie wykonany. Może pozornie wszystko się zgadza. Ale gdzieś pod spodem zostaje żal, nieufność i chęć odegrania się przy pierwszej okazji.
Dobry prawnik powinien o tym pamiętać. Nie każda sprawa kończy relację między stronami. Czasem strony będą musiały dalej współpracować. Czasem będą spotykać się przy kolejnych umowach. Czasem konflikt dotyczy tylko jednego fragmentu większej relacji.
Wtedy wygranie wszystkiego może być początkiem większego problemu.
Klient nie zawsze potrzebuje armaty
Wielu klientów przychodzi do prawnika z naturalnym oczekiwaniem: „proszę napisać ostro”. Ma być mocno, stanowczo, najlepiej z wezwaniem, terminem, sankcją i wyraźnym sygnałem, że teraz druga strona będzie miała kłopoty.
Czasem rzeczywiście tak trzeba.
Ale nie zawsze.
Bywa, że najlepsze pismo to nie to najbardziej agresywne, tylko to, które daje drugiej stronie możliwość wycofania się z błędu bez utraty twarzy. Bywa, że skuteczniejsze od grożenia są precyzyjne argumenty. Bywa, że zamiast od razu palić mosty, warto zostawić furtkę do rozsądnego rozwiązania.
To nie jest miękkość. To jest strategia.
Twardość prawnika nie polega na tym, że każde zdanie brzmi jak początek procesu. Twardość polega na tym, że prawnik wie, gdzie jest granica, czego klient realnie potrzebuje i kiedy warto podnieść temperaturę sporu.
Prawnik trochę jak tłumacz emocji
W wywiadzie Grubman mówi też o pracy z klientami, którzy działają w świecie ogromnych ambicji, wizerunku, presji i niepewności. To ważna uwaga, bo w wielu sprawach prawnych pod dokumentami kryją się emocje.
Klient może mówić o umowie, ale tak naprawdę boi się utraty kontroli. Może mówić o pieniądzach, ale chodzi mu także o szacunek. Może żądać procesu, choć w rzeczywistości chce usłyszeć, że nie został potraktowany jak ktoś bez znaczenia.
W takich sytuacjach prawnik nie jest tylko osobą od przepisów. Jest kimś, kto musi oddzielić fakty od napięcia, cel od impulsu, a realny interes klienta od chwilowej potrzeby odwetu.
To szczególnie ważne w sporach, które na pierwszy rzut oka wyglądają prosto. Reklamacja, umowa, odmowa zapłaty, konflikt z przedsiębiorcą, spór rodzinny, sprawa gospodarcza. Na papierze chodzi o konkretne roszczenie. W praktyce często chodzi także o poczucie sprawiedliwości.
Dobry prawnik powinien to rozumieć, ale nie może dać się temu całkowicie porwać.
Jedna strona zamiast dwudziestu
Ciekawy jest też wątek prostoty. Grubman deklaruje, że przy skomplikowanych sprawach oczekuje od współpracowników maksymalnej syntezy. Nie chodzi o to, że szczegóły są nieważne. Chodzi o to, że ktoś musi umieć odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: o co w tej sprawie naprawdę chodzi?
To lekcja nie tylko dla prawników.
W praktyce bardzo często problemem nie jest brak informacji, ale ich nadmiar. Dziesiątki maili, załączników, dat, emocjonalnych opisów, pobocznych pretensji i wątków, które zaciemniają obraz. A przecież przed podjęciem decyzji trzeba wiedzieć kilka podstawowych rzeczy: kto czego chce, na jakiej podstawie, jakie są ryzyka i co można realnie osiągnąć.
Dobra analiza prawna nie musi być długa. Musi być celna.
Czasem najbardziej profesjonalne jest nie to, co zajmuje dwadzieścia stron, ale to, co pozwala klientowi zrozumieć sytuację w pięć minut.
Inteligencja emocjonalna to nie dodatek
W prawie dużo mówi się o wiedzy, doświadczeniu, specjalizacji i znajomości procedur. Słusznie. Bez tego trudno dobrze wykonywać zawód.
Ale jest jeszcze coś, czego nie zawsze da się nauczyć z podręcznika: wyczucie ludzi.
Kiedy naciskać? Kiedy poczekać? Kiedy klient mówi o celu, a kiedy tylko odreagowuje złość? Kiedy druga strona blefuje, a kiedy naprawdę nie może ustąpić? Kiedy warto zadzwonić, a kiedy lepiej wysłać oficjalne pismo?
To są pytania, na które nie odpowiada sam kodeks.
Właśnie dlatego skuteczność prawnika nie zawsze zależy wyłącznie od tego, ile wie. Zależy też od tego, czy umie słuchać, czy rozumie kontekst i czy potrafi przewidzieć reakcję drugiego człowieka.
Dobra ugoda nie musi wyglądać efektownie
Wielu klientów chciałoby na końcu usłyszeć: „wygraliśmy wszystko”. To zrozumiałe. Każdy chce mieć rację, szczególnie gdy czuje się pokrzywdzony.
Ale w praktyce dobra ugoda często wygląda mniej efektownie. Każda strona coś dostaje i z czegoś rezygnuje. Nikt nie jest w pełni zachwycony, ale każdy może zaakceptować wynik. Nie ma fajerwerków, ale jest zamknięcie sprawy.
I bardzo często właśnie to jest sukces.
Bo prawo nie zawsze służy do tego, żeby urządzić wielką bitwę. Czasem służy do tego, żeby zakończyć konflikt, ograniczyć straty i pozwolić ludziom iść dalej.
Czego uczy historia Grubmana?
Historia Allena Grubmana jest atrakcyjna, bo prowadzi przez świat wielkich nazwisk, muzyki, filmu i kontraktów wartych ogromne pieniądze. Ale jej sens jest bardziej uniwersalny.
Dobry prawnik nie musi być najgłośniejszy w pokoju. Nie musi pisać najdłuższych pism. Nie musi za każdym razem udowadniać, że jest twardszy od wszystkich wokół.
Dobry prawnik powinien wiedzieć, czego chce klient, co jest możliwe, czego boi się druga strona i gdzie znajduje się punkt, w którym spór można zakończyć bez poczucia klęski.
To mniej widowiskowe niż prawniczy pojedynek z filmów. Ale w realnym życiu często dużo skuteczniejsze.
Inspiracją do tekstu był wywiad z Allenem Grubmanem opublikowany w „The Wall Street Journal”.