Zbiór przepisów prawnych i zasad postępowania:

Archiwum prasowe

2016-05-05 , ebos
Urzęduje jako sędzia okręgowy w jednym z sądów w pobliżu stolicy. Nosi zgodnie z duchem czasu podwójne nazwisko – Kara - Penalkiewicz. Pomimo swego arcykryminalnego nazwiska jest - cywilistą.

Głos Sądownictwa,1929, R. 1, nr 1 - 1/11





Gdyby do kadr sędziowskich zdążyły już wejść kobiety, a wobec braku wyraźnego zakazu w nowej ustawie ustrojowej spostrzec się daje odpowiednie nastawienie w tym względzie, dla ich wiadomości, powiedziałbym pozatem, że Kara - Penalkiewicz pozostaje w stanie bezżennym. Lata? Pan w "średnim wieku. Charakter? Styl - to człowiek. Poznamy go najlepiej z jego literatury. Penalkiewicz bowiem, przepraszam Sędzia Kara -Penalkiewiecz pisze.... Któż z nas nie ma słabostek? Sędzia Kara - Penalkiewicz pisze "Pamiętniki". Prozaicznie mówiąc, jest to zwykły notatnik, do którego, niby do kosza, wrzuca on dzień w dzień swe przeżycia w formie uwag, spostrzeżeń, nieraz całych artykułów, z sądowej przeważnie zaczerpniętych niwy. Notatnik jest więc na ogół najzupełniej aktualny, dla ofiarników Temidy - ciekawy. Ucho delikatnie razić będzie częstokroć słowo mocne, lepidarne, nieowinięte w bibułkę różową konwenansów. Wszak autor jest prowincjonalistą, chociaż z okolic stolicy. Lecz ... dajmy wreszcie głos samemu Kara – Penalkiewiczowi.

Odwiedził mnie wczoraj kolega Cywilkowski, zacny, kochany Jaś Cywilkowski. Gdy wszedł, czytałem właśnie ostatni numer „Dziennika urzędowego Ministerstwa Sprawiedliwości”. Spojrzał na biurko i uśmiechnął się pobłażliwie.

„Czytaj, braciszku, czytaj – to święta strawa duchowa, zdrowa, spokojna, żadnych nie wzbudzająca namiętności, a przytem tak odpowiednia dla kieszeni polskiego sędziego, bo bezpłatna. Jednocześnie taka ciekawa. zajmującą, a przede wszystkiem pouczająca, tyle nie raz głębokich wywołująca refksyj. Oto widzę teraz, braciszku, że czytałeś przed chwilą „Wykaz lekarstw, jakie mają być stosowane w więzieniu”? - 297. Co? 228, niech będzie i 228 leków i specyfików aptecznych. Zdaje się - taki drobiazg, takie nic, takie malutkie nic, a o tej farmacji, o tem lecznictwie tylko mówią teraz w Warszawie - o medycynie więziennej, o Hipciu Rytterze - o tym z ulicy Foksal - i jego urlopie. Bez wątpienia medycy byli zgodni co do konieczności zwolnienia Hipcia na urlop, z rozbieżnych tylko wychodzili założeń. Jeden uważał, że Hipcio to trup leżący, dożywający swych dni - taki łajdak, dla którego szkoda więziennej szpitalnej pościeli, jadła, no i trumny skarbowej. Drugi z innego na rzecz tę patrzył punktu widzenia: „Łotrzyk słabnie; lada dzień może się na tamten świat zawinąć - no i w sposób znakomity oszukać wymiar sprawiedliwości, czyniąc sobie z bezterminowego, długoterminowego - takie zwykłe krótkoterminowe więzienie. Trzeba Hipcia wypuścić jak ptaszynę na swobodę, niech się trochę podreperuje na wolności. a potem znów go do klatki, a stanie się zadość i medycynie i zadaniom-sprawiedliwości”. Lecz któż mógł przypuścić na chwilę, że Hipcio, ten Hipcio, którego nie była w stanie pokrzepić na zdrowiu cała medycyna więzienna, któremu nie pomogło 228 leków aptecznych – od razu niby Anteusz, dotknąwszy się stopą bruku warszawskiego, odżyje, nabierze mocy i „poprawi się” do tego stopnia, że urządzi krwawą na ulicę Foksal eskapadę.

Tak, widzisz, braciszku tyle... różnych refleksji, a poczęły się one wszystkie na łamach „Dziennika Urzędowego”

Albo patrz ... „Ruch służbowy w sądownictwie” - nominacje prezesów, prokuratorów: wyższych, niższych, potem zwykłych sędziów coraz to mniejszej rangi, a tam w końcu, w samym kąciku - po asesorach, a tuż przy komornikach - takie, zdawałoby się, drobniutkie, maleńkie nic: „Sędzia sądu okręgowego w Bielcach - Stanisław Taksiewicz - notarjuszem w Końsku”. Mianowany, to mianowany. ale dlaczego mianowany? Ileż starań, zabiegów, ileż cierpliwości, jaki ogrom pracy rzetelnej włożono w tę sprawę! Jaka fala wyniosła go na brzeg spokojnej urodzajnej niwy życia notarjalnego?

Znam te wszystkie fale, znam te wszystkie prądy. Widzę całą odyseję notarjusza Taksiewicza i jemu podobnych - jak w dalszej, tak i w bliższej przeszłości.

Zaczęło się od tego: „Tak, tak, sędzio Taksiewicz, Pan jest stanowczo na notarjusza... za młody”. W jakiś czas potem: „Pan jest filarem wydziału cywilnego sądu, prezes żadną miarą nie chce Pana puścić, skąd on weźmie cywilistę, już i tak wyłuskał co mógł z pośród sędziów śledczych”. Kiedyindziej: „Pan, zdaje się, jest "karnikiem" - nie, cywilistą, szkoda, szkoda wielka, bo, widzi Pan, takie teraz nastają czasy, że kryminalistyka przyda się wszędzie - nawet w notarjacie”.

Później „spławiano” prokuratorów i to tych grubszego kalibru, następnie „unieszkodliwiano” poszczególnych sędziów, potem przyszła moda na cudzoziemców” („z boku”), a tam – fala „dygnitarska”, to znów nieśmiałe prądy „fachowości, „panis bene merentium”, to kilka prądów zmienny h jednocześnie, to cisza - bez żadnego prądu...

A Taksiewicz czekał i czekał..

Próbował i z tej beczki do naczelnika: „Panie Dyrektorze! Przetrwałem siódmego prezesa sądu, który przeszedł właśnie dopiero co na notarjat, mam ośmioro dzieci, a złożyłem podanie na 27-ą rejenturę” - „Tak wszystko się ładnie bardzo przedstawia, ale czy zna Pan sędziego Intercyziewicza pierwszorzędne notarjalne nazwisko - przetrwał on ósmego prezesa, przybyła mu akurat teraz dziewiąta dziecina, a kandyduje na 38-ą rejenturę.

Tak, tak, Panie Sędzio, nie tak łatwo nam tu zaimponować”.

Mimo to Taksiewicz chodził … na Długą. chodził, jak i inni "łaźni" kandydaci notarjalni chodził ścieżyną przez nich wydeptaną i nabierał rejentalnego stażu. A kto już chodzić nie zaczynał? Sędzia pokoju Grodkiewicz - zwykły sędzia pokoju. Gdzie konia kują, tam i żaba nogę podstawia.

A oto nominacja Taksiewicza... „wydeptał” ją wreszcie; niedarmo uczył za młodu: „cierpliwością i pracą dobijesz się celu".

Kolega Wykaziewicz - ta żywa encyklopedja od spraw notarjalnych twierdzi, że nie ma tak zdrowego zawodu, jak zawód rejentalny, że nigdzie nie spotkasz takiej długowieczności. Wziąć naprzykład notarjusza w Grójczy - staruszek prawie stuletni. Od czasu do czasu rozchodzi się wieść o ciężkiej jego chorobie: „żelaźni” kandydaci przyjeżdżaj li, zwiedzają miejscowość, badają stosunki mieszkaniowe... Już wielu z ich liczby zakończyło żywot doczesny, drugie podrasta pokolenie, a notarjusz - zdrów, jak rybka.

Bo i z czego tu, braciszku, chorować. Kancelarja wziąć cię może chętnie na 40-50% - i pozbędziesz się kłopotu raz na zawsze. Urlopik za urlopikiem - zimowy, letni, w górach czy nad morzem - wszędzie Cię znajdzie przekaz pocztowy, bankowy...

Ależ coś się psuć zaczyna, braciszku - nowe, najnowsze jakieś prądy ... Dawniej bywało umrze sąsiad notarjusz, wszyscy walą jak w dym do ciebie; dzisiaj wysyłają zaraz zastępcę „na karmienie”, niech się głodny, a niezawisły sędzia odpasie cośkolwiek; odżywić, to on się odżywi troszeczkę, gorzej jest tylko z tą „niezawisłością”.

Reformy, wszędzie zmiany i reformy - nawet w notarjacie i hipotece. Nowa taksa - żmija jadowita - już wygląda z za węgła, a tu projekt podwojenia, potrojenia ilości rejentur, pisarzy hipotecznych. A tam już zaczynają przebąkiwać ... o … upaństwowieniu „notariatu”.

Tyle rozmyślań. tyle refleksji urodziło się na marginesie szarego kącika nominacyjnego "Dziennika Urzędowego".

Po odejściu kolegi długo rozmyślałem nad kwestją notarjalną spokojnie, objektvwnie, daleki, jak i on od jakichbądź myśli personalnych ... o przystani rejentalnej.

I myślę, że czas wielki rozciągnąć na całe państwo słuszną zasadę fachowości w notariacie, uzdrowić panujące w tym względzie nienormalne stosunki. Niech znikną wśród, sędziów i ci „żelaźni” i ci zwykli kandydaci na rejentów. Niech sędzia będzie przez całe życie sędzią, a notarjusz - notarjuszem. Stanowisko tego ostatniego jest zbyt poważne, zbyt gruntownej wymagające znajomości prawa i życia, by można je powierzać kiedykolwiek ludziom niekompetentnym. Każdy obywatel nowoczesnego, prawidłowo zorganizowanego państwa winien być w życiu publicznem załatwiony przez właściwego, odpowiednio do swych funkcji przygotowanego człowieka. Zamiast roztaczania przed sędziami notarjalnych miraży państwo ma możność w inny sposób - w sposób normalny - zapewnić im wszystkim utrzymanie drogą wystarczających pensji i emerytur.

Pora wielka, by złożyć wreszcie do lamusa wspomnień - wszelki dyletantyzm, wszelką niekompetencję...

przepisał i wstępem zaopatrzył
Kazimierz Fleszyński


Od Redakcji: pisownia oryginalna
Podziel się informacją o nas na Facebook`u:
Jak zlecić publikację
ogłoszenia sądowego?
Zawód: osadzony
Wychodząc na wolność po odsiedzeniu kolejnego wyroku często mówią, że idą na przerwę w karze. To (...)
Telefon komórkowy. Oglądamy czy przeszukujemy?
Zatrzymanie danych informatycznych oraz przeszukanie urządzenia zawierającego dane lub systemu informatycznego jako czynności procesowe do procedury (...)
1/570